środa, 21 maja 2014

Rozdział 7

Otworzyłam oczy i powitał mnie biały sufit. Kac Morderca dał o sobie znak, kiedy tylko przełknęłam ślinę. Waliło ode mnie alkoholem, fuuu…!
Mój Boże, moja głowa!
Wstałam i zaczęłam się rozglądać łapiąc za obolałą głowę.
Chwila…  To nie jest, kurwa mój pokój!
Zaczęłam wszystko, po kolei analizować i nagle oświeciło mnie.
Pocałunek! Całowałam się z Joe, bo wyobraziłam sobie, że to Hazza!
Rany Stella, serio?!
                Po ciuchu otworzyłam drzwi i zaczęłam nasłuchiwać, czy na horyzoncie nie widać właściciela tego apartamentu. Słyszałam, chyba odgłos dochodzący z kuchni. Czyli był to bardzo dobry znak, bo drzwi frontowe były niedaleko, więc dyskretnie, na palcach podreptałam do klamki i uradowana nacisnęłam ją.
- Chcesz uciec bez pożegnania? – Cholera!
Odwróciłam powoli głowę i poczułam, że jeszcze chwila, a zapadnę się pod ziemię.
„I dobrze ci tak. Było się jeszcze z nim przespać, dziwko!” – wywrzeszczała moja podświadomość, tupując ze złości bosą stopą.
- Myślałam, że… -  Zmarszczyłam nos.
- Żeee…?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nastąpiła chwila ciszy, po czym odetchnęłam głęboko.
- Że po prostu wyjdę? – odpowiedziałam, czując się jeszcze bardziej zażenowana tą zaistniałą sytuacją.
- Nie masz mi nic do powiedzenia? – zapytał, uważnie mi się przyglądając.
Zdobyłam się na uśmiech.
- Coś zrobiłam wczoraj?
 Uniósł jedną brew.
- Masz bardzo słabą pamięć po alkoholu.
„Tak, rób z siebie idiotkę.., przecież to takie inteligentne..”- odezwał się ponownie mój beznadziejny głosik w mojej psychice.
Oj, zamknij już mordę!
 - Widocznie alkohol jest nie dla mnie. – zachichotałam jak totalna wariatka.
- Też jestem tego zdania, chociaż nie przywiozłem cię tu po to, aby cię upić.
- Przepraszam… - powiedziałam. Spuściłam wzrok w bose stopy.
Patrzyłam, jak odchodzi chwiejnym krokiem i nie odwracając się w moją stronę wszedł do kuchni.
Mam iść za nim, czy wyjść? Obraziłam go?
Cholera!
Stałam jak słup, aż w końcu ruszyłam swoje cztery litery prosto do pomieszczenia, gdzie jakieś piętnaście minut temu wszedł.
Siedział przy wysepce i pijąc kawę, oglądał coś w czarnym, prostokątnym urządzeniu. Dopiero teraz przeskanowałam jego ubiór.  Czarne spodnie idealnie opinały jego talię, biała koszula i luźno poluzowany krawat. Włosy ułożone w nieładzie, czyli wszystko na swoim miejscu.
Kiedy zrobiłam krok do przodu jego ciemny wzrok zatrzymał się na mojej skruszonej twarzy. Było mi strasznie głupio, ale wolałam z siebie robić kretynkę niż się do tego przyznać.
- Uszykowałem ci śniadanie, jeśli nie chcesz jeść, pić to możesz, jeśli chcesz oczywiście, skorzystać z łazienki lub mogę odwieźć cię do domu. Wybór należy do ciebie. – powiedział oschle już na mnie nie patrząc.
Nastała chwilowa cisza. Boże, niezręcznie!
- Mo.. mogę skorzystać z łazienki? – zapytałam drżącym głosem.
- Taa… - westchnął.

***

Umyta, najedzona i ten brak Sahary w ustach… Żyć, nie umierać.
Jonas odwiózł mnie pod sam dom, ale przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Musiał być zły.
Wjechał bramą na podjazd przed willą moich rodziców i otworzył mi drzwi. Byłam skołowana tą sytuacją.
- Coś się stało? – spytałam, ale nic nie odpowiedział. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do środka budynku.
Wchodząc przez próg drzwi usłyszałam damski głos, dziecko i moją głupią, jędzowatą matkę. Chichotała, jakby ktoś jej obiecał wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie.
Joe ścisnął mocniej moją dłoń i przeciągnął korytarzem aż w końcu znaleźliśmy się w salonie.
- ALEXIS?! – niedowierzanie w moim głosie było niemal namacalne. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się raz we mnie, raz na Kontraktowego Chłopaka.
Mój wzrok padł na jedną osobę, która stała na wprost mnie z małym człowieczkiem, owiniętym niebieskim kocykiem. Zamarłam.
Zielone tęczówki niemal przeszyły mnie na wylot, a jego pełne usta lekko się rozchyliły. To były usta, które rok temu pieściły moje wargi. Duże dłonie mocniej zacisnęły się dookoła noworodka. Zauważyłam malutkie rączki, wystające poza kocykiem. Tylko nie to….
- Oh, przyszłaś! Jak tam nocowanie u Joego? – spytała sarkastycznie matka, a ja nadal byłam zszokowana.
Nie potrafiłam wydać z siebie najcichszego głosu. Wzięłam głęboki oddech i pospiesznie wypuściłam powietrze.
- Co to wszystko ma znaczyć? - wróciłam wzrokiem do rodzicielki.
- Zaprosiłam twoich przyjaciół, dawno ich nie widziałaś, więc zrobiłam ci niespodziankę. Podoba się? – uśmiechnęła się fałszywie.
- Tak, bardzo…

***

Siedziałam jak na złość przed nim, przed Harrym. Ściskał śpiącego dzieciaka, od czasu do czasu, kołysząc ramionami. Widać było, że kocha tę dziewczynkę. Przełknęłam powoli gulę, która zaczęła mnie znacznie uwierać.  Widziałam ten triumf w oczach własnej matki i Alexis. To było coś nie do opisania. Czułam jak rozpadam się patrząc, jak mężczyzna moich marzeń usypia dziecko innej kobiety, jak spogląda na mnie i jaki bije od niego chłód. Choć wcale się nie odzywał, ja dostrzegłam, że kocha to maleństwo.
- Więc Stella, jesteś z Jonasem? – zapytała Żmija Alexis.
- Spotykamy się… - oznajmiłam bawiąc się kawałkiem materiału.
Zarżała jak koń.
- Więc teraz u „znajomego” zostajesz na noc? To urzekające, Stello. – złączyła ręce i oparła o blat.
- Bynajmniej się ze znajomymi nie pieprze, Alexis. – puściłam jej oczko, czując rosnącą irytacje.
- Chryste! Stella, jak ty się zachowujesz?! – wrzasnęła matka.
- Yyy… mówię prawdę? – powiedziałam oschle.
Oczywiście dostałam wykład, ale kiedy odechciało mi się uczestniczyć w tym „spotkaniu”, wstałam i chciałam jak najszybciej się ulotnić.
- Jesteś… szczęśliwa? – usłyszałam nagle ochrypły głos, Stylesa.
- A wyglądam na szczęśliwą?

***

Tak, przepraszam że tak późno, ale już się Wam tłumaczę:
·         Spotkałam się dzisiaj z siostrą cioteczną, z którą nie rozmawiałam baaaaardzo długo.
·         Ona ma problemy miłosne, więc chciałam ją pocieszyć <sweet siostra>
·         Wymyśliliśmy pewien pomysł do tego opowiadania.
·         Podoba mi się pewien chłopak i eee… nie mogę się skupić na niczym.
W razie błędów PRZEPRASZAM, a następny rozdział zapowiadam, że będzie trzy razy dłuższy. 
To chyba wszystko.
Zrobiłam nowe FanFiction:  http://heartbroken-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
Na które serdecznie zapraszam. Zwiastun tego blog pojawi się w przeciągu 2 dni.

Jeszcze raz przepraszam… // Saki chan

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 6- II część

Przeczytaj notkę pod rozdziałem <3
Miłego czytania ^^
****************
 Zrobiliśmy rundkę dorożką wokół parku i kazałam pojechać mu do mieszkania moich rodziców. Kiedy dojechaliśmy do tego ogromnego budynku, Joe spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Szczerze to się cieszyłam, że przez resztę drogi nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Siedział wytrwale patrząc na drogę.
– Dziękuję za dzisiejszy wieczór. – powiedziałam, gdy obchodził samochód, aby otworzyć mi drzwi.- Wejdziesz?
Westchnął cicho, zakłócając przeciągającą się ciszę.
- Jeśli mogę? Chciałbym cię wysłuchać.
Skinęłam głową i z wahaniem zaczęłam kierować się do drzwi frontowych.
Zamknięte.
Szarpałam za klamkę, dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał.
Kurwa!
- Wszystko okey? -  rzucił szybko.
- A wygląda jak by było okey?! - bąknęłam z irytacją.
- Daj. – odsunął mnie na obok i zaczął pukać do drzwi. Serio? Ten dom jest tak wielki, że nawet pukania nie usłyszysz.
- Przestań to na nic. Widocznie ta idiotyczna baba zrobiła to specjalnie. – zmarszczyłam czoło.
Chłopak wyrzucił ręce w powietrze.
- Więc, gdzie będziesz teraz nocować? Masz gdzie się zatrzymać? – czy on się o mnie martwi?
- Raczej nie, więc dzisiejszy dzień będę kimała na dworze. – walnęłam pięścią o drzwi.
Ciemnooki złapał mnie szybko za rękę.
- Przestań. Może chciałabyś zostać u mnie w domu na noc? - zapytał niepewnie, na co skonsternowana uniosłam brew.
- Słucham?! Wiesz jak to by wyglądało?
- To chcesz spać na dworze?! –Zmarszczył czoło na moment, ale jego twarz zaraz złagodniała, kiedy spuściłam wzrok.
Nie chciałam spać na dworze, ale też nie chciałam spać u niego w domu. Znałam go dopiero jeden dzień. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać, chociaż podpisałam z nim ten cholerny kontrakt. Zrezygnowana spojrzałam na niego.
- Dobra, ale łapska przy sobie!

***

Tak jak się domyślałam, mieszkał w apartamentowcu. Wszystko w klasycznym wystroju,  przez co czułam się komfortowo.
- Chcesz coś do picia? – zapytał rzucając czarną marynarkę na skórzaną sofę.
Zamiast odpowiedzieć, ja oglądałam jak powoli rozpina cztery pierwsze guziki białej koszuli.
Podniosłam wzrok na Jonasa, jakbym po raz pierwszy oglądała mężczyznę w koszuli. Uśmiechnął się, a ja poczułam wylewające się rumieńce na moich policzkach.
Poruszał ustami.
- Co? - zmarszczyłam brwi.
- Pytałem, czy wszystko w porządku?
Skinęłam głową, a on podszedł do lodówki i wyciągnął kilka jakiś produktów.
- Stello? - obniżył ton swojego głosu dając mi wyraźnie do zrozumienia, żebym spuściła z surowości mojego tonu, na co przewróciłam oczami i ruszyłam do wysokiego blatu przy którym ciął chyba marchewkę. Zaczęłam kręcić się na swoim miejscu jakby nie mogąc znaleźć dla siebie wygodnej pozycji, a on po prostu kroił i przyglądał mi się.
- Co? - bąknęłam.
- Przecież nic nie powiedziałem. - uśmiechnął się i prawie, prawie zobaczyłam ten jego pełny uśmiech ukazujący całą biel jego prostych zębów. Byłam tak blisko niego, że spostrzegłam ten jego błysk w lewym oku. Pachniał drogimi perfumami. Czy on jest mną rozbawiony? Dlaczego?! Dziwny z niego człowiek. Tylko ja wyczuwam niezręczność między nami?
                Po dwudziestu minutach podał mi omleta ozdobionego marchewką. Jezu, ale debil. Spojrzałam raz jeszcze w dół na talerz. Omlet pomimo tej zidiociałej marchewce, wyglądał całkiem apetycznie. Nabrałam porcję na widelec i wsunęłam do ust, po czym odłożyłam sztućce obok talerza. Joe westchnął i usiadł obok mnie.
- Więc, o co chodzi? - odezwał się w końcu.
- Z czym? - lekko zmrużyłam oczy uważnie mu się przyglądając.
- No z Stylesem.
Przygryzłam wargę, jednak szybko ją uwolniłam. Musiałam mu odpowiedzieć, chociaż nie. Nie musiałam, ale chciałam się komuś wygadać. To strasznie mnie męczyło.
- No więc, Harry to moja pierwsza miłość. - minęła chwila zanim cokolwiek powiedział, a jego twarz na ułamki sekundy zalała się szokiem, zanim otworzył usta. Wziął głęboki oddech i znowu nie mogłam nic odczytać z jego rysów.
- Dlatego jest między wami tak.. niezręczna sytuacja?
- Niezręczna? - zapytałam zaskoczona. Przełknęłam jeszcze kilka kolejnych porcji omletu, popijając wodą, którą mi wcześniej uszykował.
- Tak, to było do przewidzenia.
Westchnęłam cicho.
- Nie widziałeś gazet?
Potrząsnął głową.
- Harry wyznawał mi miłość, chociaż tak naprawdę nie czuł nic do mnie.
- Wykorzystywał twoje uczucia?
Linia szczęki Jonasa momentalnie się napięła.
- Nie, ale tak się czułam.
- Czujesz coś do niego jeszcze? - odparł poirytowanym tonem.
- Nie wiem. Minął rok, mam mętlik w głowie. - bąknęłam.
Niepewnie zakołysałam się na swoim krześle i w poczuciu dziwnego uczucia w środku spuściłam wzrok na zimnego już omleta.
- Mam ochotę uderzyć pięścią w twarz, Stylesa. Pomimo tego, że jesteś bardzo irytującą osobą.- odezwał się nagle Joe, ale jego głos zdradzał dziwne napięcie, jakby był rozzłoszczony.
-  Co?
- Mężczyzna powinien tak nie postępować. - odparł lekko poirytowany.
- No co ty…
- Dlaczego jesteś wredna? - zapytał marszcząc brwi.
- Bo mogę.
- To strasznie denerwujące.
Przewróciłam oczami i westchnęłam zmęczona.
- Masz coś do picia?
- Chodzi ci o wodę czy..?
Czy on jest tępy? Odsunęłam od siebie talerz i wstałam z krzesła.
- No masz w domu coś eee… z alkoholu?
Nie! Co ty wyprawiasz, Stell!
- Może być whisky?
Skinęłam głową.
- Może być - odpowiedziałam nieśmiało.

***

Czułam się już lekko wcięta, ale przysięgam, że nie byłam pijana. A może jednak? Byłam w fazie zaprzeczania samej sobie, a to nie wróżyło nic dobrego, jednakże czułam się po prostu dobrze.
Może to dlatego, że wypiłam ciut za dużo i czułam się pijana. Zaraz, przecież nie byłam pijana. Uśmiechnęłam się sama do siebie i przeczesałam palcami włosy. Nie mogłam być pijana, przecież wypiłam tylko kilka szklanek tego trunku. Nic mnie nie martwiło. To tak, jakby bym uwolniła się w końcu od zmartwień  i mogła poczuć się wolna.
- Stella, może chcesz się położyć do spania? - usłyszałam głos chłopaka i zmarszczyłam brwi skonsternowana. Nie wypił nawet kropli, może chciał mnie upić, a teraz wykorzysta?! Chociaż… jest przystojny, więc czemu nie?
Rany Stella! Nie jesteś dziwką!
- Mógłbyś wyluzować.
- Nie przywiozłem cię tutaj, żeby cię upić.- był bardzo poddenerwowany. O co mu do cholery chodzi?
- Wiem, ale powiedź. Jestem sexy? – zrobiłam pozę modeliki lekko chwiejąc się na nogach. Nie jestem pijana!
- Tak bardzo, pijana jesteś. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie jestem pijana! – wydęłam usta.
- Chyba jednak jesteś, Stello.
- Oj przestań, dziadku! – Uniósł jedną brew.
- Dziadku?
Zachichotałam mało atrakcyjnie na co Joe wybuchnął gromkim śmiechem.
- Powiedź, podobam ci się, nie?
- Jesteś bardzo rozgadana i żartobliwa jak wypijesz, Madison - zaśmiał się lekko, a ja wywróciłam oczami, żeby powstrzymać samą siebie od śmiechu. Umilkł na chwilę, po czym westchnął głośno.
- Chodź do lóżka. – złapał mnie za ramię.
- Chcesz uprawiać ze mną seks? - Uśmiechnęłam się zawadiacko prostując swoje ciało.  Pan Nudziarz pociągnął łyka ze swojej butelki whisky. To wyglądało naprawdę obiecująco. Nie wiedziałam nawet dlaczego myślę o takich bzdetach, ale chyba wypiłam już dzisiaj wystarczająco dużo. Ale, nie, przecież nie byłam pijana, tylko lekko wcięta, prawda?
- Nie, żebyś mogła odpocząć. – złapał mnie za talię i bardzo powoli prowadził korytarzem. Miał bardzo unikatowy zapach. Jego szorstka broda lekko ocierała się o moje czoło. W pewnym momencie zatrzymałam się, przez co wpadł na mnie z takim impetem, że straciłam równowagę i wleciałam wprost w jego ramiona.
Zszokowana całą sytuacją nie wiedziałam co zrobić, ale nie chciałam wstawać. Ciągnęło mnie coś do tego głupka, a może to że byłam pijana. NIE!
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Stylesa. Jego usta, oczy i dotyk. Brakowało mi go.
Spojrzałam na osobę pode mną i wyobraziłam sobie, że to on. Że to Harry.
I właśnie w jednej chwili poczułam jego usta na swoich. Jego wargi były przyssane do moich, ale póki co miałam je zamknięte, w końcu chłopak nachalnie wepchnął mi do nich język, ale nie miałam na co narzekać, bo sama po chwili odwzajemniałam pocałunek. To wszystko działo sie w tak szybkim tempie, że nim się zorientowałem, a Harry napierał swoim ciałem o moje i czułam, że jego krocze wraz z wybrzuszaniem perfidnie ociera się o mój brzuch...
- Kurwa Joe, co my robimy?! – wstałam szybko czując, że za chwilę znowu upadnę. Za dużo wypiłam….


***
No to eee… Druga część rozdziału za nami.
Sorry, że tamten był taki krótki, ale naprawdę źle się czułam.
Chciałam Was poinformować, że możecie zadawać pytania Harremu jak i Emily, a nie długo również Stelli z tego opowiadania.
Chciałabym również prosić aby każdy kto przeczytał ten rozdział zostawił po sobie jakiś ślad. Chociaż krótki komentarz, ponieważ za tydzień jadę do kliniki i nie wiem ile tam będę, chcę dodać dla Was 3 rozdziały w tym tygodniu, ale nie wiem czy będziecie chcieli tak szybko je przeczytać.
Czyli: 
Dzisiaj dodaje II część szóstego rozdziału.
Środa: siódmy rozdział.
Piątek: ósmy rozdział.
Niedziela: dziewiąty rozdział.
Pasuje Wam taki termin?
Jeszcze raz proszę Was o pozostawienie opinii, to naprawdę ważne.
Ask Emily (siostra Hazza):  http://ask.fm/EmilyStylesSL
Do następnego <3

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 6

Powietrze z moich płuc całkiem uleciało, a serce zaczęło walić jak młotem. Nie mogłam się ruszyć. Wszystko wokół mnie zamarło, a mój wzrok skupiony był tylko na nim.
Stał tak blisko. Jego spojrzenie sprawiło, że byłam sparaliżowana i to dosłownie. Byłam wręcz zszokowana. Kiedy złapaliśmy kontakt wzrokowy, jego spięta sylwetka lekko się rozluźniła, jakby przeszła po nim jakaś mistyczna siła, a ciemne zielone tęczówki pogłębiły kolor, gdy zerknął na Joego.
-  Znacie się? – zapytał zdezorientowany mój towarzysz.
- Ja… to znaczy.. Harry… - Byłam tak przytłoczona tym wszystkim, że nie mogłam nawet wydusić z siebie głosu. 
Harry, kurwa, stał tuż przede mną! Serce waliło mi jak oszalałe, a ja nadal nie mogłam uwierzyć w to, że on tu tak po prostu stoi. Tak strasznie za nim tęskniłam, ale ponowne widzenie się z nim dało mi do zrozumienia, że to już nie ten sam Styles. Od tego mężczyzny o szmaragdowych oczach bił chłód i coś jeszcze, ale nie mogłam stwierdzić, co to jest.
- Byliśmy kiedyś przyjaciółmi. - Słowa wypowiedziane z jego ust były jak uderzenie w twarz. JAK TO „BYLIŚMY”?!
- A rozumiem. Chcecie porozmawiać, pewnie dawno się nie widzieliście? – zaproponował, ale szybko się wtrąciłam.
- Raczej nie mamy już, o czym rozmawiać. Możemy gdzieś usiąść? - szepnęłam półgłosem nie odrywając wzroku od obiektu moich westchnień, Jonas stał w oszołomieniu. Byłam więcej niż pewna, że był skołowany tą całą sytuacją.
Złapał mnie za rękę i kiwnął głową na odchodne do grupy, w której parę sekund temu staliśmy. Kiedy się odwróciłam zobaczyłam ją. Tą dziewczynę bardzo podobną do tego Idioty.  Miała na sobie oliwkową krótką sukienkę i czarne czółenka. Jej blond farbowane włosy opadały luźno na ramionach. Wpatrywała się we mnie z otwartą buzią. Ten wieczór to jakaś katastrofa.
                Doszliśmy do okrągłego stołu bogato ozdobionego, gdzie siedziało już parę jakiś osób. No super, same snoby.
- Witaj Joe. Kim jest twoja piękna towarzyszka? – odezwał się jakiś brodacz w eleganckim czarnym garniturze.
- To moja towarzyszka, Stella. – uśmiechnęłam się, chociaż chciało mi się beczeć.  Stella, weź się w garść!
- Miło nam cię poznać, Stello. – odezwał się znowu.
                Siedziałam przy tym stoliku jak jakiś imbecyl. Oni rozmawiali o interesach, a ja popijałam powoli czerwone wino. Było dobre, bo drogie. Zawsze drogie rzeczy są najlepsze.
Spojrzałam przed siebie i znów natknęłam się na wzrok Stylesa. No kurwa, serio?! Przestań się gapić!
Bawił się tym swoim telefonikiem, jakby jego świat od niego zależał.
Udław się nim głupi, egoistyczny, surwielu! Nie odzywał się do mnie ROK. ROK KURWA! Nie próbował nawet się skontaktować. Pewnie nawet nie przyszedł na lotnisko, kiedy wyjechałam tamtego dnia. Miał na to wyjebane!
W sekundzie cały krwistoczerwony płyn  otarł się o moje gardło. Wyzerowałam kieliszek, a Joe dolał mi drugi.
Wszystkie „Snoby” raptownie ucichły, ale po chwili wznowili swoją idiotyczną gadkę o tym jacy oni są wielcy i ile pieniędzy wydali przez ostatnie dwa dni.
Między daniem głównym a deserem Jonas poprosił mnie do tańca. Pod wpływem nalegań reszty gości zostałam zmuszona aby się zgodzić. Musiałam przyznać, że idealnie się do tego nadawał. Kiedy zostałam przez chwilę sama podeszła do mnie znajoma blondynka. Miała na imię Emily i była siostrą Stylesa. Sympatyczna z niej osoba.

- Potrzebuję powietrza - bąknęłam cicho Panu Bogatemu.
Przeszłam przez drzwi,  które prowadziły na taras. Usiadłam przy fontannie, z której leciał powolny strumyk i schowałam twarz w dłoniach. On tu, kurwa, jest. Chciało mi się drzeć i płakać... Nie wiedziałam co ze sobą zrobić.
- Więc… spotykasz się teraz z Joe? -  Serce podeszło mi do gardła, kiedy sunęłam wzrokiem po wysokiej sylwestrze mężczyzny. O dzyzes!  Szybko stanęłam na baczność.
- Harry.. - Przygryzłam wargę, a gdy zrobił krok w moją stronę, momentalnie się cofnęłam.
- Długo się znacie? - rzucił.
- Od jakiegoś czasu. - bąknęłam nieśmiało.
- Jesteście ze sobą blisko? – Co to kurwa jest?! Wywiad środowiskowy?!
- Będziemy teraz mówili o moim życiu uczuciowym? – zmarszczyłam ze zdenerwowania czoło.
- Dlaczego nie?
 - Żartujesz, tak?
- Nie. - uniósł swoje brwi, na co w odpowiedzi znowu zmarszczyłam swoje. – Po prostu ciekaw jestem.- popatrzył mi prosto w oczy, kiedy powoli zwilżyłam swoje usta.
- A jak tam… eee… twoje dziecko? To dziewczynka, tak? -szepnęłam półgłosem, a on zatrzepotał rzęsami.
- Tak. Nazwałem ją Jess. – diaboliczny głos Harrego wywołał dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Gwałtownie potrząsnęłam głową, kiedy poczułam jaki wpływ wywiera na mnie sam dźwięk jego ochrypłego głosu. Moje własne ciało mnie zdradziło. Moje ciało to suka.
- Dużo wypiłaś? Mam cię odwieźć do domu?
- Nie, przyjechałam tu z Joe. - nerwowo przeczesałam włosy palcami.
- Nie wiedziałem, że teraz się z nim umawiasz.
- Nikomu nie spowiadam się z mojego życia prywatnego. - syknęłam.
- To chyba dobrze, nie?
- Chyba tak. – rzuciłam oschle. Co jest ze mną nie tak?!
Nagle usłyszałam kroki.
- Jednak postanowiliście porozmawiać? – Boże, po co ten kretyn przylazł?
Podszedł do mnie i przycisnął usta do mojej skroni.
- Jesteście ze sobą? – zapytał, Styles.
- Ni…
- Tak. Ja i Stella jesteśmy razem. – przerwał mi ten Zboczony Kretyn.
- Oh… szczęścia. - Nerwowo przygryzłam dolną wargę, gdy jego wzrok niebezpiecznie pociemniał.
- A jak tam z Alexis, Styles? Myślisz o jakimś złączeniu? – zesztywniałam.
- Myślę, czy oświadczyć się ponownie Alexis. -  zerknął na mnie, a ja spuściłam wzrok. Jak to … oświadczyć?
- Super! Mam nadzieję, że nas zaprosicie na ślub? – spytał irytująco uradowany, Ciemnooki. Przymknij ryj, cwelu.
- Jeśli chcielibyście…  Stella, chciałabyś?
Nie odpowiedziałam. Z trudem przełknęłam ślinę i ledwo zauważalnie skinęłam głową. Kąciki jego ust lekko zadrżały w nikłym uśmiechu.
- Możemy wracać? - rzuciłam półgłosem.
- Jasne. - Joe chwycił mnie za dłoń, a ja aż się wzdrygnęłam. To tylko udawane, wytrzymaj Stella.
- Dobrej nocy, Stello. - powiedział miękko, Styles. Odwróciłam swoje wilgotne oczy, a w moim gardle uformowała się ogromna kula nie pozwalająca wydusić mi z siebie słowa.
Kiedy tylko wsiedliśmy do auta zapadła grobowa cisza, jednakże bardzo mi ona odpowiadała. Siedziałam na tym skórzanym fotelu zszokowana i  równocześnie sparaliżowana. Łzy zaczęły powoli skapywać z moich policzków.
- Wiem, że to niezgodne z kontraktem, ale chcesz o tej całej sytuacji porozmawiać?
- A chce ci się mnie słuchać? – wyszlochałam, pociągając nosem.

- Jestem dobrym słuchaczem. 





***
Witajcie!
Jak obiecałam, piątkowy 
wieczór-nowy rozdział. 
Średnio podoba mi się ten rozdział, ale może dlatego, bo źle się czuję. 
Druga część tego rozdziału pojawi się w niedziele o tej samej porze. 
W razie błędów, przepraszam :c
Czytasz-Komentujesz-Motywujesz
Lof/ Saki chan ♡

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 5

                Po raz pierwszy w życiu bez żadnego przymusu poszłam pobiegać. Założyłam swoje stare adidasy, czarne legginsy i T-shirt. Włosy związałam w luźny kucyk. Zabrałam z torby iPoda i ruszyłam do drzwi.
- Gdzie ty idziesz? – usłyszałam z tyłu za mną głos rodzicielki. Niechętnie odwróciłam się i wywracając oczami powiedziałam:
- Biegać. – co innego mogłam powiedzieć? Irytująca baba.
-Domyśliłam się. Słyszałam, że masz zamiar umawiać się z Jonasem. – zauważyłam na jej twarzy dziwny grymas i już wiedziałam, że coś jest nie tak.
- Dobrze słyszałaś, mam zamiar się z nim umawiać. Sama chciałaś żebym się z nim spotkała, więc spotkałam. Całkiem fajny gość. – fajny? Gdzie ty dziewczyno widzisz w nim coś fajnego?!  No może te oczy…
- To dobrze.. – chrząknęła i zniknęła z mojego pola widzenia. Tak, odwal się.
                Biegłam przez park słuchając piosenki Ed’a Sheeran’a- Lego House.
Wszędzie ludzie, oczy, ludzie, oczy i dziwne uśmiechy. Tak kurwa, Stella biega!
                Nie wszystko kończy się szczęśliwie. Harry był z Alexis, miał dziecko z tą przebiegłą dziwką i zapewne nieźle sobie radzili. Harry i ja? To było od samego niedorzeczne. Te puste słowa, które mi wykrzykiwał: „ Kocham cię, Stella. Zakochałem się w tobie”.  Od samego początku było to dla mnie dziwne. Mówił, że odchodzi od Alexis, że może dla mnie zostawić dziecko i tą…, ale nie zostawił. Czułam się przez to wykończona emocjonalnie. Moja podświadomość mówiła mi: „ Zapomnij o nim i zrób krok do przodu”, ale to nie było takie proste, kiedy serce biło w rytm jego kroków.
Teraz jednak miałam inne zadanie do wypełnienia. Musiałam jedynie przetrwać tą całą umowę między tym emmm… Męskim Podrywaczem. Wywarł na mnie ogromne wrażenie i musiałam się do tego przyznać. Serio potrafił nieźle „czarować”. To pewnie ten jego władczy „urok”.  Czułam się przy nim jak ćma, która lata wokół ognia. Fuck, Fuck, Fuck.
                Zatrzymałam się przy fontannie, opierając dłonie o kolana i próbowałam chwilę ochłonąć. Rozejrzałam się i jak zwykle setki gapiów. Boże, irytujące…
Wzięła głęboki, orzeźwiający oddech i wróciłam truchtem do mieszkania.
                Spokój, cisza tak jakby mój dom przestał istnieć, a raczej ludzie, którzy w nim mieszkają.
Spojrzałam na zegarek była 11:25. Podeszłam do lodówki i sięgnęłam po sok pomarańczowy. Po paru sekundach zimny płyn rozszedł się po moim gardle wywołując na całym ciele falę dreszczy. Schowałam pudełko tam gdzie stało wcześniej i postanowiłam zrobić sobie tosty. Uwielbiałam je jeść na śniadanie.
Po skończonym posiłku udałam się do łazienki.  Po godzinie siedzenia pod prysznicem w końcu wyszłam. Owinęłam się ręcznikiem i pomaszerowałam do pokoju, włączając komputer.
„Jedna nowa wiadomość”
__________________________________________
Nadawca:  Joe Jonas
Temat: Moje warunki oraz końcowe ustalenia.
Data: 23 września 2014, 23:25
Adresat: Stella Madison
                Witam, mam nadzieję, że nie nudziłaś się w moim towarzystwie i miło spędziłaś ze mną czas. Oczywiście zgadzam się na Twoje warunki, jednakże ja też mam ich parę.
Pierwszy warunek: Jeśli mamy udawać parę musimy przynajmniej chodzić za rękę lub się przytulać. Nie musimy się oczywiście całować lub jak Ty to napisałaś „wskakiwać do wyra”.
Drugi warunek: Chciałbym abyś wyprowadziła się z apartamentu rodziców i zamieszkała pod wskazanym adresem, który Ci podam. Raczej nie odpowiada mi Twoja dzielnica. 
Trzeci warunek: Chcę abyś ubierała tylko te rzeczy, które ja Ci wybiorę. Będę Cię zabierał na spotkania i przyjęcia biznesowe. Nie chciałbym abyś wyglądała… przeciętnie. (Nie chciałem Cię w tym punkcie obrazić).
Czwarty warunek: Tak jak wspominałem: Nie chcę aby ktokolwiek się dowiedział o tym spisku.
Piąty warunek: Chcę abyś używała tylko tych urządzeń, które ja Ci zakupię.
Szósty warunek: Chcę wiedzieć gdzie jesteś i co robisz. Zawsze.
Siódmy podpunkt: Ja opłacam wszystkie twoje zachcianki. (Tzn. SPA, fryzjer, stylista, itp. )- Jest to w moim zakresie. Za to nie jesteś mi nic winna.
                Jeśli chcesz przedyskutować któryś podpunkt pisz niezwłocznie. Kiedy dotrzemy do porozumienia spiszę wszystkie podpunkty oraz Twoje dane i wyślę je mojemu adwokatowi. On spiszę w całość umowę. Pozdrawiam Joe JonasPrezes, Jonas Maxers Holding, Inc.
 ___________________________________________
                
Jezu, co za koleś?!
Analizowałam punkt pod punktem. Nie podobało mi się, że miałam być monitorowana przez niego. Żadnym. Kurwa. Psem. Nie. Byłam. A już tym bardziej żadną własnością.
Czy on w ogóle czytał to co napisałam?! Nie lubię jak ktoś mną rządzi, a on właśnie przetoczył tak cholernie głupi punkt.
___________________________________________
 Nadawca:  Stella Madison
Temat: Czy Ty w ogóle czytałeś moje warunki?!
Data: 24 września 2014, 12:25
                Przeczytałam, każdy punkt i muszę przyznać, że jeden mi się nie podoba. Pozwól, że go przytoczę: „Szósty warunek: Chcę wiedzieć gdzie jesteś i co robisz. Zawsze.” - czytałeś mój podpunkt, który mówił: „Nie będziesz mi rozkazywał, co mam robić. … Nie lubię, kiedy ktoś mną pomiata i zachowuje się jak bym była czyjąś własnością.” – Nie zgadzam się na Twój podpunkt. Nie będziesz mnie monitorował, bo Twoją własnością Panie Jonas nie jestem i nigdy nie będę. Jest jeszcze parę podpunktów, które mi się nie podobają, ale nie tak jak ten. W ogóle, dlaczego nie podoba Ci się moja dzielnica? Co jest w niej nie tak? Ubieram się przeciętnie, bo lubię. Niechętnie mogę zgodzić się na Twoje warunki OPRÓCZ podpunktu szóstego, a jeśli masz zamiar z niego nie zrezygnować to chce mieć takie samo prawo do niego. To tyle w temacie. Zirytowana Stella Madison.
__________________________________________

Niemal dokładnie dwadzieścia minut później odpisał.
________________________________________
Nadawca: Joe Jonas
Temat: Końcowe ustalenia
Data: 24 września 2014, 12:45
Adresat: Stella Madison
                Przykro mi, że Panią uraziłem, jednakże to moje podstawowe warunki i raczej z nich nie zrezygnuje. Lubię mieć wszystko pod kontrolą i nie wyobrażam sobie żeby było inaczej. Punkt szósty nie jest raczej od monitorowania, Panno Madison tylko w razie gdybyś była mi potrzebna. <Typu spotkania, przyjęcia itp.> Oczywiście chciałbym poinformować, że każdy podpunkt niniejszej umowy będzie obowiązywał całą umowę, czyli każdy punkt obejmuje Ciebie jak i mnie.
Jeśli będziesz chciała jeszcze coś dopisać do umowy oczywiście zgodzę się na to.
Co do pytań.  Twoja dzielnica wydaje mi się bardzo podejrzana. Może i mieszkasz w apartamencie to i tak dziwnie się czuję w tej części miasteczka. Ubierasz się oczywiście naturalnie, ale na spotkanie, na które będziemy chodzić będzie mnóstwo ważnych osób, nie licząc paparazzi, z którymi już podobno miałaś styczność. Na takich bankietach kobiety mają suknie za co najmniej 25 000 tys. dolarów jak nie więcej. Nie chce abyś się odznaczała lub było Ci głupio siedzenia w takim towarzystwie. Twoi rodzice są bogaci, więc pomyślą, że i Ty jesteś. Cieszę się, że możesz na moje warunki przystać. Myślę, że mogę już wysłać wszystkie uzgodnione warunki do mojego  adwokata?
Joe JonasPrezes, Jonas Maxers Holding, Inc.
_______________________________________
Nadawca:  Stella Madison
Temat: Umowa
Data: 24 września 2014, 12:50
                Myślę, że wszystko ustaliliśmy. Kiedy umowa będzie gotowa? Stella Madison
_______________________________________
Nadawca: Joe Jonas
Temat: Końcowe ustalenia
Data: 24 września 2014, 12:55
Adresat: Stella Madison
                Jeszcze dzisiaj. Podpiszesz dokumenty u mnie w biurze. Podeślę po Ciebie służbowy samochód o 15:00. Do zobaczenia Panno Medison. Joe JonasPrezes, Jonas Maxers Holding, Inc.
______________________________________

***

Przeszłam przez drzwi obrotowe i znalazłam się w lobby Jonas Maxers Holding dziesięć minut wcześniej niż miałam być. Zdecydowałam się założyć czarne dopasowane spodnie i białą tunikę oraz wygodne płaskie baleriny. Włosy pozostawiłam rozpuszczone. Nigdy nie miałam cierpliwości by je ułożyć. Moje loki to dokładnie syzyfowa praca.
Dwadzieścia pięter później znalazłam się w holu Jonasa. Przede mną wznosiła się ściana z kuloodpornego szkła, a w niej podwójne drzwi, które prowadziły do recepcji. Recepcjonistka siedząca przy biurku w kształcie półksiężyca zauważyła, że dziko skradam się po pomieszczeniu.
Dziewczyna była bardzo ładna, o oryginalnej mieszanej urodzie, z pewnością z kroplą azjatyckiej krwi. Miała błyszczące, gęste ciemne włosy, obcięte krócej z tyłu, z przodu sięgające do podbródka, piwne oczy, a usta pełne i naturalnie zaróżowione.
 –Pewnie pani Stella Madison. Pan prezes już czeka. Zaprowadzić panią do biura?
– Oczywiście. – Ruszyliśmy, więc korytarzem na lewo od recepcji do samego końca, gdzie znów skręciliśmy w lewo.
Stanęłam jak wryta, nie mogąc oderwać oczu od mężczyzny, który wydawał się jeszcze bardziej olśniewający, niż pamiętałam. Dobry dobór barw jego stroju, surowość srebrnego krawata i chłód śnieżnobiałej koszuli podkreślały niezwykły ciemny kolor jego oczu. Moja reakcja na widok stojącego Jonasa ze swobodnie odpiętą marynarką i rękami włożonymi nonszalancko do kieszeni była niczym uderzenie w niewidzialną ścianę, która niespodziewanie wyrosła przede mną. Stał niedaleko swojego potężnego ciemnego biurka rozmawiając przez telefon. Z tyłu za nim rozciągała się ogromna panorama. Nawet nie wiedziałam, że niedaleko za miastem jest tak wielgachny biurowiec. Otworzyłam drzwi i weszłam.
- Kto?! – wrzasnął.
Stanęłam tak gwałtownie, że zatarasowałam drogę sekretarce, która wpadła z impetem na moje plecy i poleciałam do przodu. Pan Władczy doskoczył do mnie i złapał mnie szybko w talii. Zachwiałam się na nogach i wpadłam prosto w jego ramiona. W jednej chwili wstrzymałam oddech, tym samym chyba wyłączając tryb zdrowego rozsądku. Mimo że dzieliły nas warstwy materiału i tak czułam jego stalowe mięśnie pod mymi dłońmi, a jego twardy brzuch stykał się z moim.
– Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę. – mruknął swym wibrującym głosem.
–Puszczaj mnie! – szybko stanęłam na równe nogi.
Joe wypuścił mnie wreszcie z ramion, aż zachwiałam się na płaskim obuwiu.
– No dobrze. – powiedział władczym tonem spoglądając na osobę z tyłu za mną. – możesz wyjść, teraz.
Jezus… koleś luz, wiesz co to jest luz?  
- Tak jest, Panie Prezesie. – aż mi się jej szkoda zrobiło.
- Zawsze jesteś taki apodyktyczny dla swoich pracowników? – zapytałam skanując jego sylwetkę. Agrhr….
- Nie jestem miły dla żadnego mojego pracownika, Panno Madison. – zacięłam zęby ze złości.
- Mówiłam. Mam na imię Stella. Mów po ludzku. – wycedziłam. Uśmiechnął się i wskazał mi miejsce przed jego fotelem.
Całe pomieszczenie ogarniała nieskazitelna biel: sufit, podłoga i ściany, a na nich małe obrazy i barek z alkoholem.
- Pijesz w burze?
Usiadłam na swoim miejscu, a on wyciągnął plik dokumentów.
- Czasami się zdarza, ale tylko czasami. – zapewnił mnie.
Jak to jest, że chłopak mając eee… na moje oko z dwadzieścia siedem lat zachowuje się jak czterdziestolatek?
- Masz tą umowę? – spojrzałam na dokumenty, które właśnie wertował.
- Tak, przeczytaj je i powiedź, czy wszystko ci odpowiada. – podał mi teczkę z kartkami zapisanymi czarnym tuszem.
____________________________________
Umowa
Zawarta dnia ….. 2014r. („Data zawarcia umowy)
Pomiędzy PANEM JOE JONASEM, zamieszkałym w Seattle, England, America oraz PANNĄ STELLĄ MADISON, zamieszkałą w England. STRONY USTALAJĄ, CO NASTĘPUJE1.
                Poniżej wymieniono warunki umowy pomiędzy osobami wyżej wymienionymi.
WARUNKI PODSTAWOWE:
2. Podstawowym celem niniejszej umowy jest odkrycie rzekomego romansu między ojcem Pana Joego Jonasa, a matką Panny Stelli Madison.
3. Zarówno zainteresowana odkryciem romansu jak i osoba proponująca „fałszywy związek” zgodnie ustalają, że wszystko, co się wydarzy na mocy niniejszej umowy, zostanie dokonane za pozwoleniem drugiej strony, będzie mieć charakter poufny i podlegać uzgodnionym ograniczeniom  oraz procedurom podanych w umowie.
4. Obie strony zapewniają, że do samego końca umowy nie będą żywili do siebie żadnych romantycznych uczuć.
5. Przestrzeganie powyższego (i wszystkich dodatkowych podpunktów) stanowi podstawę niniejszej umowy. Każde naruszenie unieważnia umowę ze skutkiem natychmiastowym i obie strony zgadzają się ponieść pełną odpowiedzialność i konsekwencje takiego naruszenia.
ROLE:
6. Pan Joe Jonas jest odpowiedzialny za strój i wszystkie dogodności Panny Stelli Madison i procedur ustalonych w niniejszej umowie.
7. W przypadku gdy Pan Jonas nie będzie przestrzegał uzgodnionych zasad i procedur określonych w niniejszej umowie bądź ustalonych dodatkowo warunków, Zainteresowana ma prawo zażądać należyte pieniądze i zerwania umowy.
8. Zaangażowana ma obowiązek wstawiać się na spotkania i przyjęcia, o których poinformuje Pan Jonas.  Ma stać się jego wizytówką i nie wyczyniać podejrzeń.
WYPOWIEDZENIE UMOWY I OKRES OBOWIĄZYWANIA 
9. Zaangażowana i Zleceniodawca zawierają niniejszą umowę w dniu określonym powyżej, mając pełną świadomość jej charakteru i zobowiązują się przestrzegać jej wszystkich warunków.
10. Niniejsza umowa obowiązuje okres jednego miesiąca od daty podpisania („Okres Obwiązania Umowy”). Po wygaśnięciu Okresu Obowiązywania Umowy Zleceniodawca wypłaca określoną sumę przez Zaangażowaną. Każdej ze stron wolno zaproponować przedłużenie niniejszej umowy. W przypadku braku zgody umowa zostaje rozwiązana i obie strony mogą powrócić do swojego życia z przed umowy.
DOSTĘPNOŚĆ
11. Zaangażowana zobowiązuję się do bycia na przyjęciach, spotkaniach i spacerach od piątku do niedzielnego wieczoru każdego tygodnia w Okresie Obowiązywania Umowy; konkretne godziny określi Zleceniodawca.
POSTANOWIENIA DOTYCZĄCE UMOWY
12. Żadnego kontaktu cielesnego i romantycznych uczuć. (Oprócz przytulania, chodzenia za rękę itp.)
13.Żadne ze stron nie wtrąca się w życie drugiej osoby.
14. Każda ze stron zapewnia, że nie wyjawi żadnego podpunktu z umowy.
15. Zleceniodawca jest zobowiązany dać po umowie dokładną sumę jaką sobie zażyczy Zaangażowana.
16. Zaangażowana musi zamieszkać w mieszkaniu <który wybierze Zleceniodawca> oraz ubierać się w ubrania, które wybierze Pan Joe Jonas.
17. Zaangażowana ma używać tylko tych urządzeń, które wybierze Zleceniodawca.
18. Zleceniodawca opłaca wszystkie zachcianki Zaangażowanej. (Typu: SPA, fryzjer, stylista, itp. )- Jest to w zakresie Pana Joe Jonasa.
UWAGI KOŃCOWE
19. My, niżej podpisani, przeczytaliśmy i w pełni rozumiemy warunki niniejszej umowy. Z własnej i nieprzymuszonej woli akceptujemy warunki niniejszej umowy, co poświadczamy własnoręcznymi podpisami.
Zleceniodawca:              Joe Jonas                       Data:
Zaangażowana:              Stella Madison               Data:
 ______________________________________
Po przeczytanej lekturze w końcu zerknęłam na niego.  Ciągle mnie obserwował. Jego prawa dłoń spoczywała na blacie, długie eleganckie palce wybijały rytm, przesuwając się po gładkiej drewnianej powierzchni.
- No i?  Są chyba wszystkie warunki, które uzgodniliśmy mejlując. – Patrzył na mnie tym swoim intensywnym, świdrującym spojrzeniem.
- Też tak myślę, ale serio muszę się wyprowadzić z domu? – zapytałam marszcząc brwi.
- Chciałbym żebyś nie mieszkała z rodzicami. Wolałbym żebyś mieszkała od nich z dala na jakiś czas. Znalazłem mieszkanie niedaleko miasteczka. Jeśli nie chcesz się wyprowadzać mogę skreślić ten podpunkt, ale wolałbym nie.
- Chcę zostać w mieszkaniu moich rodziców. Zresztą ich praktycznie nie ma w nim, a do dzielnicy się przyzwyczaisz. Wykreśl ten podpunkt. - jego napięta szczęka była dla mnie znakiem ostrzegawczym, że nie podobało mu się to, ale skreślił czarnym piórem ten warunek. Ufff… jak dobrze.
- Czy coś jeszcze, Stello? – Ożeż… chyba się zdenerwował.
Spojrzałam jeszcze raz na umowę i potem na jego zdeterminowaną twarz.
- Chyba nie. Co się stanie, kiedy już podpiszę to? – wskazałam na umowę.
- Wtedy możemy zacząć naszą grę. – odpowiada złowieszczo. Boże, z kim ja mam pracować?! Z psychopatą?!
- Więc zacznijmy tę grę w końcu. – powiedziałam zabierając mu z dłoni czarny pisak i podpisałam się w rubryce „ Zaangażowana”.
- Witam od dzisiaj, MOJA Stello. – Uśmiechnął się szeroko, a ja miałam ochotę wybiec z tego przeklętego gabinetu. Run! Bitch Run!
- Twoja „ fałszywka”, Jonas. – poprawiłam go przewracając oczami.
- Skoro dzisiaj się zgodziłaś, a jest już piątek musisz gdzieś ze mną pojechać. – poinformował mnie wstając ze skórzanego fotela.
- Co?! Tak od razu?! – uniosłam z niedowierzania brwi.
- O dziewiętnastej nasza firma organizuje przyjęcie charytatywne. Chcę cię przedstawić mojemu ojcu i mojemu dawnemu koledze, który wrócił z zagranicy. Przyjechałbym po ciebie, co ty na to?
- Chyba nie mam innego wyjścia jak pojechać na to przyjęcie. – cholera jasna, dlaczego nie podpisałam tego później?!  
- Zaczekaj. – wykręcił jakiś numer i przyłożył słuchawkę do ucha.
- Dzień dobry, Evo…. Tak, potrzebuję sukienki dla mojej przyjaciółki na przyjęcie… tak…. Jaki nosisz rozmiar? – zapytał mnie, a ja zdenerwowana i lekko podirytowana wydukałam:
- Rozmiar L
- Rozmiar „L”, jak najszybciej, proszę…. MASZ najszybciej znaleźć jej sukienkę i fryzjera, potem wyślę ci adres. – rozłączył się.
- Myślę, że mogę już  wyjść. – powiedziałam trochę rozdrażniona.
Odprowadził mnie do windy mówiąc na odchodne: Do zobaczenia, Mała.

***

Przeciągnęłam czarną, obcisłą sukienkę przez moje uda i dalej w górę ciała, którą podała mi ciemnoskóra amerykańska kobieta. Nieźle się namęczyłam, żeby wcisnąć się w coś tak małego i wąskiego. Odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że była idealnie dobrana do mojego ciała.  Musiałam przyznać, że wyglądała całkiem nieźle. Odsłaniała trochę nogi i akurat tyle, ile bym sobie życzyła dekoltu. Właściwie to, kto powiedział, że ja w ogóle mam jakiś dekolt?
Nienawidziłam sukienek, ale w tym momencie miałam gówno do gadania. Musiałam to włożyć i dała mi to jasno do zrozumienia jego „Seksowna stylistka”.  
 Amerykanka postanowiła pozostawić moje długie fale, aby spadały mi swobodnie po plecach. Starała się okiełznać mocno kędzierzawe pasemka, ale w ostateczności poddała się. Ha! mówiłam, że to trudne?!
Zrobiła lekki makijaż i kazała mi podejść do lustra. Wyglądałam elegancko, seksownie i zajebiście jednym słowem. Dziewczyna ma dar. W ciągu godziny zrobiła ze mnie miss.
Otworzyła małe kwadratowe pudełko i wyciągnęła z niego czarne szpilki. Pasowały, co mnie szokowało. O rozmiarze mojego obuwia nie było mowy, a ona ma parę szpilek, które dokładnie przylegają do moich stóp i o ludzie! Są tak wygodne, że mam ochotę chodzić w nich całą wieczność.
- Boże dziewczyno, masz jakiś dar?! – zapytałam z szeroko otwartymi ustami.
Uśmiechnęła się ukazując swoje nieskazitelnie białe zęby. Idealna…
- Moje zadanie zostało wykonane. Jeśli coś Pani będzie potrzebować proszę się do mnie zgłosić. – podała mi wizytówkę. Isabella Kamida.
- Proszę, mów do mnie Stella. – uścisnęliśmy sobie dłonie.
- To ja już pójdę. Baw się dobrze, Stello. – powiedziała posyłając mi oczko. Już ją lubię.
Odprowadziłam ją do drzwi. Przed budynkiem zauważyłam czarnego mercedesa Joego. Chwyciłam torebkę, kluczę i ruszyłam do drzwi. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę samochodu. Pan Mroczny od razu wyszedł ze swojego eleganckiego auta i otworzył mi drzwi.
- Wyglądasz przepięknie. -  chwycił moją rękę i pociągnął mnie lekko w swoją stronę. Pocałował mnie w policzek. POCAŁOWAŁ. W. POLICZEK!
- Ehr! Myślałam, że zaczniemy dopiero „naszą grę” jak wjedziemy na przyjęcie, a nie na środku ulicy w dodatku przy moich sąsiadach! – syknęłam wyrywając się z jego uścisku.
- Wyglądasz naprawdę przepięknie. – obdarzyłam go sarkastycznym uśmiechem i wskoczyłam do środka. Już miałam zamykać drzwi, kiedy mnie powstrzymał. Wzdrygnęłam się lekko zdziwiona tym jego zachowaniem.
- Przestań być taką wredotą, Panno Madison. To bardzo denerwujące. - Jego oczy niebezpiecznie błysnęły. Jedną ręką opierał się o dach samochodu, a łokieć drugiej ulokował na otwartych drzwiach. Nie miałam najmniejszej możliwości ich zamknąć, albo uciec. Jaki przerażający typ!
- Postaram się..
- Zuch dziewczynka! - zamknął w końcu drzwi i ominął samochód idąc w stronę drzwi kierowcy. Wstrzymałam oddech. Cholera jasna. Chciałam otworzyć drzwi, ale były zamknięte. Kurwa mać.
***
Kiedy zaparkował odpięłam pas i sięgnęłam by otworzyć drzwi. Były zamknięte. Wywróciłam oczami i mruknęłam z niezadowoleniem, gdy usłyszałam jego diabelski śmiech. Odwróciłam głowę przez ramię, żeby zmierzyć go wzrokiem, ale już go nie było. Właśnie wysiadał z auta. Obserwowałam jak z elegancją obchodzi samochód i otwiera przede mną drzwi. Wyciągnął dłoń. Niepewnie chwyciłam jego rękę i wysiadłam z auta, obciągając i poprawiając swoją sukienkę. Zamknął drzwi i złapał mnie za rękę. Stado paparazzi rzuciło się na nas jak hieny na mięso. Zaczęłam się denerwować.  Ciasno trzymając moją dłoń poprowadził mnie w stronę cholernie drogiej restauracji. Widziałam ją w gazecie. Miała co najmniej z siedem gwiazdek. O w mordę jeża!
- Nie denerwuj się, po prostu trzymaj się mnie. – poinformował mnie całując przelotnie moją dłoń wywołując przy tym następną fale fleszy. Jest niezłym aktorem.
Puściłam jego dłoń, a on zaczął się ze mnie śmiać jak pacjent z wariatkowa.
- Co?! - rzuciłam wkurzona tymi wszystkimi ludźmi, którzy się na nas bezczelnie gapili.
- Miałaś nie być wkurzająca. -  ostrzegł niskim i ostrożnym głosem. Głośno przełknęłam ślinę. Cholera.
Potrząsnął lekko głową z tym swoim apodyktycznym uśmieszkiem i pociągnął mnie w stronę jakiegoś bilbordu łapiąc talię. Czułam, że jeszcze chwilę i dostanę oczopląsu.
- Uśmiechnij się, mała. – wyszeptał mi wprost do mojego ucha.
Po skończonej „sesji” udaliśmy się w stronę pomieszczenia.
 Niektórzy z gości wyglądali naprawdę młodo, kiedy wysiadali z drogich limuzyn. Jedna dziewczyna przykuła moją uwagę najbardziej. Wpatrywała się na mnie i co najdziwniejsze była tak łudząco podobna do Stylesa, że miałam ochotę do niej podbiec i spytać się kim jest.
Dotarliśmy do głównych drzwi i drogę zagrodzili nam dwaj postawni ochroniarze. Obydwaj w koszmarnie drogich garniturach.
- Witamy, Panie Jonas oraz pańską piękną towarzyszkę. – skinął głową.
Chwilę później zaoferował mi swoje ramię, a ja je przyjęłam. Nienawidziłam tego uczucia, gdy przechodziliśmy przez tłum ludzi w środku tego luksusowego pomieszczenia. Wręcz czułam się spłoszona i wystraszona widząc niektóre spojrzenia, tak jakbym w ciągu sekundy stała się bardzo smaczną zwierzyną.
 - Przedstawię ci kogoś. – szliśmy do grupy ludzi na końcu sali. Wszyscy elegancko ubrani.  Niepewnie rozglądałam się wokół,  ludzie robili nam przejście.
Nagle zamarłam. Praktycznie słyszałam swój puls, poczułam suchość w ustach i ustający rytm serca. Stałam w miejscu jak zaklęta, gdy cień wysokiego mężczyzny pojawił się tuż przede mną. Mój zdenerwowany wzrok błądził po całej długości jego ciała. Od razu puściłam Jonasa. Jego czarny garnitur był idealnie dopasowany, a biała koszula odsłaniała kawałek jego zniewalającego torsu ukazując kawałek namalowanego czarnym tuszem motyla. Zauważyłam też nowy tatuaż na jego lewej dłoni. Ciemne, kręcone włosy idealnie zostały wystylizowane. Poczułam zbierające się łzy w kącikach moich oczu.
- Poznaj mojego starego przyjaciela. Harry Styles, a to jest…
- Stella… - wyszeptał swoim ochrypłym głosem.

Niech mnie szlag! 




***
Jak Wam się podoba ten rozdział? Dla mnie jest średni, ale w końcu pojawił się Harry sadhbjsgdhaGD! 
Miałam trochę problem z napisaniem tej cholernej umowy, ale udało się. 
Cieszę się, że czytacie mojego bloga. 
Zostawcie po sobie ślad <3 
Do następnego YOLO

środa, 7 maja 2014

Rozdział 4

Podmuchałam kawę, żeby szybciej wystygła i upiłam łyk.
Kocham to czarne cudeńko. Nie dość, że postawia na nogi to w dodatku pachnie i smakuje niesamowicie.
- Więc myślisz, że moja matka nie zorientuje się, że mnie nie kręcisz i mam udawać, że mi się podobasz? Przecież to niedorzeczne. – stwierdziłam przyglądając mu się uważnie. Nie powiem, intrygował mnie ten gość, ale nie miałam zamiaru udawać, że jestem w nim szaleńczo zakochana. Co ten koleś sobie w ogóle wyobrażał?! Wielki zdebilizowany cewnik, ale intrygujący. 
- Możemy spróbować. Twoja matka nie wygląda na osobę bardzo mądrą i spostrzegawczą, Stello. – oznajmił szorstko, a ja wzięłam następny łyk czarnego płynu.
- Pozory mylą, panie Jonas. - mruknęłam.
W zamyśleniu zamieszał kawę.
– Możliwe. – przytaknął po chwili milczenia. – Nawet jeśli się nie zgodzisz, ja zamierzam dotrzeć do prawdy. Chcę ją znać bez względu na to czy mi pomożesz, czy też nie.
- No dobra… powiedźmy, że się zgodzę. Co ja będę miała z tego? – zapytałam chytrze. Jeśli z niego taki bogol * niech mi zaoferuje coś interesującego. 
- Myślę, że raczej nie wystarczy ci tylko moja obecność, więc raczej mogę zaoferować ci pieniądze za ten „rzekomy” związek, panno Madison. – Dlaczego poczułam się w tym momencie trochę jak dziwka? 
- Ile możesz mi zaoferować?
- Nawet nie wiesz jak dużo… - powiedział z diabelskim uśmiechem w ciemnych oczach.
Wzięłam kolejny łyk kofeiny. Zaczęłam się zastanawiać. Nadal byłam winna tym imbecylom z The Wanted  kasę za zerwanie kontraktu. Nadal byłam na ich zawołanie i nie mogłam nawet odmówić. Naprawdę chciałam w końcu się od nich uwolnić.
Nie spuszczał ze mnie świdrującego spojrzenia znad brzegu kubka.
- Chyba zaoferowałem całkiem niezłą propozycję, bo widzę że się zastanawiasz i dobrze. – pociągnął łyk ze swojej filiżanki nadal mi się przyglądając. Cholera, nie patrz się! 
- Jak będziesz mnie tak świdrował tymi wybałuszonymi oczyma nigdy nie podejmę decyzji. To strasznie mnie rozprasza, więc skup się na swojej kawusi, a mi daj w spokoju pomyśleć. -  Przełykam ślinę, czując, że nagle zaschło mi w gardle.
Odrzucił głowę do tyłu i się zaśmiał.
- Przepraszam, ale jesteś bardzo tajemniczą osobą. Jeszcze nie spotkałem się z dziewczyną, która jest naprawdę wredna a fakt, że nie jesteś ruda mnie przeraża. - Zmarszczyłam brwi. Czy on właśnie mnie obraził?  No, ale przecież to prawda. Mam być tym obrażona?   
- Przepraszam, jeśli powiedziałem coś… złego. – przełknął ślinę, widząc moje zdenerwowanie.
- Właśnie myślę, czy mam być tym urażona… - Uśmiechnął się jeszcze szerzej niż wcześniej. Dlaczego on się tak szczerzy?! 
- Jesteś niesamowita, panno Madison. – wkurzasz mnie koleś i przyciągasz jednocześnie. To nie było normalne. 
- Przestań z tym jebniętym formalnym tonem! Wkurza mnie to. Mów do mnie po ludzku, nie jesteś na spotkaniu biznesowym. -  wymamrotałam biorąc ostatni łyk tego cudeńka.
- Postaram się, pann… - zmierzyłam go wzrokiem. – Stello. - dokończył z rozbawieniem w głosie.
- Chyba będę musiała się zgodzić… - westchnęłam ze zrezygnowaniem.
- Jestem ci wdzięczny, Madison. - oznajmił, wprawiając mnie w osłupienie. Jego głos był dźwięczny, opływał mnie uwodzicielskim rytmem. Skąd, do diabła, nauczył się tak flirtować?!
- Ale! Chcę spisać z tobą umowę. Żadnego seksu ani całowania, ŻADNEJ bliskości. Mogę udawać, ale nic poza tym. – poinformowałam go i zaczynałam się zbierać. Już dosyć miałam tych wszystkich par oczu patrzących w naszym kierunku. Na mnie jak na złodziejkę, a na mężczyznę przede mną, jak na Boga Seksu. Ludzie, serio?!
- Podam ci adres mojego e-maila i w nim opiszesz szczegóły tej umowy, a ja zajmę się resztą. - Skinęłam głową i zmusiłam się do uśmiechu.
- Opiszę. – wyjął z przegrody marynarki wizytówkę i długopis. Szybkim i sprawnym ruchem nabazgrał adres i podał mi ją.
JoeJonasPrezesMaxersHolding@gmail.com
- Długi… - skomentowałam patrząc raz jeszcze na mały prostokącik. – A ty nie masz żadnych warunków?
- Mam tylko dwa. Kiedy będziesz pisała e-maila proszę abyś pisała go dyskretnie. Nie chce aby ktoś dowiedział się o naszym planie. Wystarczy tylko jedna osoba i nasza umowa zostanie unieważniona i jeszcze jedno nasze rozmowy mają zostać TYLKO między nami. Nie ważne, co by to było. – powiedział szorstko aż się przeraziłam.
- Jasne. Coś jeszcze, królu?
– Robisz sobie ze mnie żarty? Ja mówiłem poważnie. – rzucił mi gniewne spojrzenie. Koleś, spokojnie.
- Nie robię, rozumiem. – wstałam i położyłam pieniądze pod spód filiżanki.
- Co ty robisz? – zapytał bacznie mi się przyglądając.
- Płacę za kawę, nie widać? – Podniósł moją filiżankę i włożył mi banknot do ręki.
- Mężczyzna płaci, pozwól że ja to zrobię. – chyba go posrało.
- Nie będziesz płacił za mnie. – powiedziałam i znów położyłam gotówkę.
Zabrał ją i podarł na kawałeczki.
- No, co robisz kretynie?! Z czego ja teraz zapłacę?! – krzyknęłam rozłoszczona jego zuchwałością.
- Przepraszam. Oddam ci pieniądze, kiedy wyjdziemy z kawiarni. Ja zapłacę. – położył pięćdziesiąt dolarów na stół. Spojrzałam na niego zszokowana.
- Dwie kawy nie kosztują tyle forsy. – wyrzuciłam z siebie patrząc jak podnosił się z oszczędną elegancją. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy, nie mogłam oderwać od niego wzroku. Patrzyłam na ten jego uładzony, miejski, skandalicznie drogi garnitur. Byłam pewna, że był typem faceta sprawiającego, że kobieta pragnie rozerwać mu koszulę i patrzeć, jak wraz z guzikami pryskają zahamowania. Brak słów, o czym ja myślę?! 
W głębi duszy nadal kochałam Harrego, ale nie chciałam, przecież stale być samotna. Ten mężczyzna przede mną był drugim facetem, przy którym czułam, że coś ze mną nie tak. Nadal nie mogłam uwierzyć, że matka miała cholerną rację. Był przystojny, nawet bardzo. Widziałam jak te wszystkie kobiety w naszym otoczeniu pożerają go wzrokiem. To właśnie ten czas i ta chwila przyniosła do mojego życia pytanie: Czy nadal kochasz Harrego Stylesa? 
- Oddałbym wszystko, aby dowiedzieć się, o czym teraz myślisz – oznajmił znacząco.
 - Chodźmy stąd. – powiedziałam odrywając wreszcie wzrok od jego hipnotyzującego wzroku.
  W drodze powrotnej milczeliśmy zatopieni w swoim własnym świecie. Kiedy zatrzymaliśmy się pod mieszkaniem moich rodziców był już wieczór. W oknach paliło się światło, a więc to dawało mi do myślenia, że któryś z rodziców jest w domu. Joe zgasił silnik. Jezusie! 
- Czekam na e-maila.  – spojrzał się na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Na pewno go wyślę. – odpowiedziałam stanowczo. Nie może dowiedzieć się, że się denerwuje jego obecnością.
Wysiadł z samochodu, by otworzyć mi drzwi. Wysiadłam z auta i ruszyłam w stronę schodów. W połowie drogi odwróciłam się i z chytrym uśmiechem powiedziałam:
- Trochę skurwysyn z ciebie, Jonas. –  Joemu opadła szczęka. Reakcja godna podziwu! Od razu poprawił mi się humor. Wolnym krokiem podeszłam do drzwi.
W salonie zastałam ojca, który oglądał jakiś mecz. Wrzeszczał i skakał jednocześnie. Zachowanie typowego pięciolatka, kiedy dostanie to co chce.
- O wróciłaś. Jak spotkanie? – zapytał „trochę” się uspokajając.
- Całkiem fajny koleś. Chyba będę się z nim umawiać, nie masz nic przeciwko? – zapytałam zdejmując płaszcz.
- Ja? Rób, co chcesz. Nie masz pięciu lat. – ale ty chyba tak. 
- Idę na górę. – bąknęłam i wyszłam z pomieszczenia.
Byłam zmęczona trochę tym wszystkim. Serio miałam sporo problemów i nikt nie mógł mi pomóc. Żałowałam, że nie było ze mną Loli ani Caroline, nie miałam nikogo z kim mogłabym porozmawiać,  wyżalić się.
Położyłam się wygodnie na łóżku wcześniej biorąc laptopa z dębowego biurka.
Odpaliłam go i włączyłam swoją pocztę.
_____________________________________________
Nadawca: Stella Madison
Temat: Umowa
Data: 23 września 2014, 22:58
Adresat: JoeJonasPrezesMaxersHolding@gmail.com
Emmm…. Dobry. Tak jak wspominałam w kawiarni mam swoje warunki, co do tej „podpuchy”.
Pierwszy podpunkt: żadnego kontaktu cielesnego. (Więc nie wyobrażaj sobie, że wskoczę ci do wyra).
Drugi podpunkt: Nie będziesz mi rozkazywał, co mam robić. Domyśliłam się po twoim tonie głosu i zachowaniu, że jesteś władczy. Nie lubię, kiedy ktoś mną pomiata i zachowuje się jak bym była czyjąś własnością.
Trzeci podpunkt: Cenie w sobie swoją prywatność. Masz nie mieszać się w moje problemy.
Czwarty podpunkt: Kasa. Chce mieć podpunkt, który mówi o tym, że mi zapłacisz za to że będę twoją „Girlfriend”.
Piąty podpunkt: Nasza umowa obowiązuje tylko miesiąc. Potem się rozstajemy i wracamy do normalnego trybu życia.
Szósty podpunkt: Nie ma mowy o uczuciach. Jeśli się we mnie zakochasz, umowa zostaje zerwana. (Oczywiście wypłacasz mi należytą kasę)
Jestem oczywiście otwarta na Twoje propozycje.
Z poważaniem:
Stella Madison

___________________________________________
Nie czekając, aż odpowie wstałam z łóżka kładąc komputer tam gdzie jego miejsce, czyli na biurku. Ubrana jeszcze w swoje wyjściowe ubrania udałam się do łazienki, gdzie umyłam zęby.
Przyglądałam się w lustrze. „ Ty chyba zwariowałaś, Stello Madison”. Moja podświadomość tupała na mnie ze złości. Oj nie burz się tak!
Wróciłam do sypialni zakładając na siebie tylko luźny T-shirt i spodenki. Położyłam się do łóżka, zgasiłam światło i leżałam, wpatrując się  w sufit.
To będzie trudne zadanie, ale też byłam ciekawa, czy matka zdradza ojca.
 Ciekawe, co zrobi gdy się dowie, że mam zamiar się spotykać z synem jej „rzekomego” kochanka.

Harry, co zrobisz kiedy dowiesz się, że nie jestem już sama?

Że już na ciebie nie czekam, choć tak naprawdę czekam…? 

Czy zapomniałeś o mnie?

 Ja nadal pamiętam… 

Zamknęłam oczy i odpłynęłam w ramionach Morfeusza*.


Bogol – osoba, która posiada dużo pieniędzy.
Morfeusz – Grecki bóg  i uosobienie marzeń sennych.



***



YOLO Czytelnicy! 
Postanowiłam dodać dzisiaj rozdział, ponieważ jutro idę do szkoły, a od piątku muszę zacząć się uczyć na zaległe kartkówki i pracę klasowe ;/ 
Będę starała się dodawać szybko nowe rozdziały, ponieważ w tym miesiącu jadę do kliniki w Łodzi i emmm… raczej nie będę miała jak pisać rozdziały na bloga. 
Nie martwcie się na zaś, panuje na razie nad wszystkim.
Nawiązując do rozdziału :D
Zaskoczeni? Stella zgodziła się na tą całą umowę z Joe! 
Z początku nie wiedziałam jak opisać tą całą „umowę” między nimi i miałam wgl z tego pomysłu zrezygnować, ale uważam, że będzie tak to o wiele ciekawiej. 
Myślę, że w następnym rozdziale pojawi się już Harry, więc bądźcie cierpliwi. 
Chciałabym Wam jeszcze BARDZO podziękować za to, że mnie wpieracie. Nawet nie wiecie ile znaczą dla mnie Wasze komentarze. Dla Was to chwila, a dla mnie szczera opinia, która zachęca mnie do dalszego pisania. Naprawdę gdybyście mnie nie wspierali już dawno bym to rzuciła, a tak to tłukę się bite 4h z rozdziałem, ale wiem, że nie robię to tylko dla siebie i wiem, że są osoby, które lubią czytać to co ja tu bazgrze (w zasadzie to stukam na klawiaturze ;D). 
Miałam się nie rozpisywać, ale zawsze piszę takie krótkie notki dla Was, więc tym razem postanowiłam się „trochę” (czujecie ten sarkazm? xD) rozpisać. 
Nie zanudzam już i czekam na Waszą opinię. 
Kocham| Saki chan

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział 3

Cholera.

Wspominałam o tym, że nienawidzę mojej rodziny?
 Jeśli nie to powtarzam to jeszcze raz-nienawidzę jej.

Że niby, co innego mogłam zrobić jak się nie zgodzić na to cholerne zaangażowane spotkanie?
 Nic. No właśnie.
 Postanowiłam wstać z tego cholernie wygodnego łóżka, bo wiedziałam że im dłużej będę to przeciągać tym gorzej. Podniosłam się narzucając na siebie siwy sweter przed kolana, czarne rurki i białe conversy. Wzięłam z półki pozytywkę i wyjęłam  z niej mój srebrny łańcuszek. W szkatułce pod łańcuszkiem leżało coś jeszcze, stare zdjęcie, jeszcze z czasów gimnazjum, miało pozaginane rogi i wyblakłe kolory. Wyciągnęłam je i spojrzałam na fotografię wspominając czasy, kiedy chłopak o niesamowitych zielonych oczach i cudownym uśmiechu, wniósł do i tak już słonecznego dnia jeszcze więcej blasku, a potem przerażające tornado, które powoli próbowało mnie zniszczyć.
Zabrałam to zdjęcie ze szkolnej gabloty. Pamiętam ile szumu było o to jedno zdjęcie, ale nikt nie zorientował się, że to byłam ja.

***

Zeszłam na dół tym samym dając znak, że podjęłam decyzję. Niezgodną z moim sumieniem, ale podjęłam ją.
Rodzicielka siedziała w salonie oglądając jakiś ckliwy serial, w którym główna bohaterka uciekała od wyjawienia prawdy, że zdradza swojego męża. Ckliwe, ale prawdziwe.
- Będzie czekać w parku. Mam nadzieję, że nie stchórzysz. - moja mama spojrzała na moją twarz z pogardą. Miała w dupie to co czuję, czy jest mi z tym dobrze, że idę na jakieś gówniane spotkanie z obcym chłopakiem, że jestem bita przez cholerne fanki Alexis, że nie mogę normalnie wyjść na zewnątrz, bo napadają na mnie wrzeszczące nastolatki.
Zresztą, ona sama coś ukrywała przed całą rodziną, a mnie traktowała jak dodatek do tego śmiesznego życia. Dla niej było to oczywiste, że jeśli chłopak jest przystojny i ma kupę kasy to musi być w rodzinie. Nie rozumiałam jednego. Jeśli uwielbia tak chłopaków milionerów to dlaczego sama nie pójdzie na to spotkanie? Byłam pewna, że zdradzała ojca, kiedy wyjeżdżał na spotkania biznesowe.
- Tak idziesz ubrana?- ojciec natychmiastowo zlustrował mnie z góry na dół na co ja w końcu musiałam się odezwać.
-Może dlatego, że nie chce iść na żadne spotkanie i nie będę się jakoś specjalnie dla tego kogoś ubierać? – powiedziałam sarkastycznie narzucając na siebie płaszcz.
-Przestaniesz?! – podniósł głos ojciec coraz bardziej się niecierpliwiąc.
- To wy przestańcie! – wyszłam już nie racząc nic mówić na pożegnanie. Istna masakra.

*** Wspomnienie***
- Mamo nie chcę przyjaźnić się z tym chłopakiem! Mam już szesnaście lat i sama chcę wybierać sobie przyjaciół! – krzyknęłam tupiąc nogą ze złości.
- Będziesz robiła to co ja ci powiem, Młoda Damo. – powiedziała nawet na mnie nie patrząc.
- Nie chce się z nim przyjaźnić! Moim przyjacielem zawsze zostanie Harry bez względu na to co powiesz!  - jej dłoń z mocnym impetem wylądowała na mojej twarzy.  Piekło.
- Zapomnij  o tym chłopaku!

***Koniec wspomnienia***

Siedziałam w parku na ławce. Oczywiście nie obeszłoby się od zaczepek przechodzących gapiów.
Jestem pewna, że to jakiś oszołom, brzydki i w dodatku głupi. W ogóle to nie powinno być na odwrót?!  To on powinien tutaj od dziesięciu minut siedzieć i czekać na mnie, nie ja. Postanowiłam, że jeśli nie pojawi się w przeciągu dwóch minut to sobie pójdę.
- Stella Madison? - Odwróciłam się nagle, a moim oczom ukazała się wysoka postać mężczyzny. Stanął naprzeciwko mnie i błądził oczami po moim całym ciele przyglądając się z zaciekawieniem. Miał czarne włosy lekko potargane. Powiedziałabym, że wyglądał jakby właśnie skończył uprawiać dziki seks, ale podejrzewałam, że były one tak po prostu ułożone. Ciężko mi było się przyznać przez samą sobą, ale podobało mi się to. Wyglądał sto razy lepiej niż sobie go wyobrażałam. Momentalnie poczułam się onieśmielona. Jego oczy były tak magnetyzujące, że pewnie nie jedna dziewczyna się w nich zatraciła. Linia jego szczęki była idealnie zarysowana, a wyraźne kości policzkowe aż zapierały dech w piersiach.Urwałeś się z kosmosu, koleś?!
Przeniosłam wzrok z jego twarzy na resztę jego postury. Perfekcyjnie szerokie ramiona, postawna sylwetka, a ruchy pełne gracji, gdy podszedł bliżej mnie. Wyglądał bardzo formalnie i aż wstrzymałam oddech, gdy złapał ze mną kontakt wzrokowy. Oblizał wargi i przeczesał swoje kruczoczarne włosy do tyłu. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam, może nie jest stąd?
 Moje usta ułożyły się dokładnie w literę „O”, kiedy powtórzył raz jeszcze moje imię. Zdążyłam dostrzec, że jest bardzo dobrze zbudowany i już domyśliłam się, że na pewno solidnie ćwiczy. Jego ciemne oczy skanowały mnie z taką samą uwagą, jak moje skanowały jego. Naprawdę myślałam, że będzie to jakiś brzydal i oszołom. Cóż za pomyłka…
- No…no! – wyjąkałam. Co się ze mną dzieje, do cholery jasnej?!  
Siedziałam na ławce cała osłupiała nie wiedziałam, co powiedzieć i jak się zachować.
Chłopak bezczelnie mi się przyglądał.
Pochylił się lekko w moim kierunku, a jego zapach momentalnie wypełnił moje nozdrza. Czułam od niego dym papierosowy wymieszany z wonią jego zapewne drogich perfum.
- Idealnie. Nazywam się Joe Jonas. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy. – Powiedział ochrypłym głosem. Wpatrywał się chwile w moje oczy, po czym chwycił moją dłoń na wysokość swoich ust. Jego pełne wargi, zetknęły się z moją skórą i musnęły moją rękę.
Przełknęłam z ledwością ślinę. Nie rozumiałam mojego irracjonalnego zachowania.  
Opuścił moją dłoń i ruszyliśmy w głąb parku. Cisza towarzyszyła nam przez cały czas i robiła się nie do wytrzymania.
- Chcę cie poznać – wypalił nagle.
- Ale ja może nie chce żebyś mnie znał.
- Dlaczego?
- Bo uważam, że to „zaangażowane” spotkania są bez sensu.
- A ja myślę, że są całkiem ciekawe. Miałem takich już kilka i za każdym razem myślę tak samo. Mam totalnie gdzieś takie spotkania zaangażowane przez moich rodziców, ale nie mam żadnego wyboru. Nie mogę się im sprzeciwić. Jestem prezesem korporacji mojego ojca i sieci jeszcze mniejszych firm. Gdybym się nie zgodził na takie jebnięte spotkania, stracił bym wszystko. Dlatego poświęć mi pięć minut swojego życia, a potem znowu wymyślę jakąś wymówkę, że jesteś jak inne dziewczyny, czyli łatwe i cię nie chcę. – wybuchłam mu śmiechem w twarz. Co on powiedział?!
- To że masz ładną buźkę nie znaczy, że znasz mnie lepiej niż ja sama. Nie jestem łatwa.
Odwróciłam się plecami od chłopaka i ruszyłam w stronę domu, ale nie dawał za wygraną. Złapał mnie za nadgarstek i odwrócił także praktycznie wpadłam w jego twardy tors.
- Nie mówię, że jesteś łatwa, po prostu będę musiał to wmówić moim rodzicom, którzy są napaleni wręcz na ciebie. Mój ojciec chce nawet wciągnąć do NASZEJ branży TWOJĄ matkę. Po co? Nie mam pojęcia. – wycedził powoli każde słowo, jakby chciał mieć pewność, że wyryje je w mojej świadomości. Odeszłam parę kroków w tył.
- Czy ty sugerujesz teraz, że moja matka może mieć romans z twoim ojcem? – przeszłam do sedna sprawy.
- Nie wykluczone. - Jego głos był hipnotyzujący, ale wyraz jego twarzy pozostawał niezmienny. Zero emocji. Dziwny typ.
- Emmm…. Powiedźmy, że nasi „rodzice” mają ze sobą romans. To, co my niby mamy z tym zrobić? – zapytałam zmuszając się do grzecznego tonu.
- Nadal nic nie rozumiesz? Mój ojciec to wielka szycha na świecie. Wiesz, co się stanie jak dowiedzą się o tym media, moja matka? Po prostu porozmawiajmy i spróbujmy to jakoś rozwiązać. - zmarszczył brwi.
- Dobra niech będzie. Tylko proszę bez ckliwych tekstów. - Potrząsnął głową z tym zimnym półuśmieszkiem. Pewnie kawał drania z niego.
- Chodźmy do kawiarenki. Wszystko ci opowiem. Nie daleko jest mój samochód. - jego głos był ostry i lekko ochrypły.
Intrygujący facet, nawet bardzo…  i władczy.
-  Chodź. - chwycił moją rękę i pociągnął mnie lekko w swoją stronę. Czy on mi rozkazał? Zachwiałam się starając opanować szybko równowagę, kiedy stanęłam na chodniku. Podtrzymał mnie w miejscu i nieco wyprostował moją sylwetkę. Starałam się na niego nie patrzeć, no ale nic nie mogłam na to poradzić! Jego oczy odnalazły moje, a ja nie odwróciłam wzroku. Chłodny uśmiech wymalował się na jego ustach, kiedy złapał mnie za dłoń. Zdezorientowanie wymalowało się na mojej twarzy.
- Coś nie tak? - spojrzenie kompletnie pozbawione wyrazu omiotło moją twarz.
- Wszystko okey, możesz mnie puścić?
- Mogę, ale nie chcę. - wymamrotał mocniej ściskając moją dłoń.
-  Nie pozwalaj sobie. - Wyrwałam rękę z jego uścisku i usłyszałam pozbawiony emocji śmiech, który znowu przyprawił mnie o ciarki.
-  Wiedziałem, że jesteś z tych… - uniósł brew z  nikłym rozbawieniem na twarzy.
- Jakich „TYCH”?! - zmarszczyłam czoło.
- No z tych trudniejszych- przerwał mu jego własny chichot.  Był onieśmielający, a jednocześnie mroczny. Co to za typ?!
Chłopak wyciągnął kluczyki i nacisnął jakiś guzik. Samochód zamigotał światłami i usłyszałam jakieś mechaniczne piknięcia.
Doszliśmy do czarnego mercedesa. Tylne szyby pojazdu były przyciemniane.
Czuć było kasę od tej fury z daleka jak i od właściciela.
Potrząsnął głową z tym zimnym półuśmieszkiem i podszedł do drzwi od strony pasażera. Otworzył je i gestem ręki zaprosił mnie do środka.
- Masz zamiar dzisiaj wsiąść? - zapytał.
- Nie, ale zgodziłam się pojechać do tej kawiarenki, więc głupio odmówić.
- Naprawdę? - uniósł brew, a jego głos nie skrywał, ani krzty zdziwienia – Więc widzę, że masz całkiem dobre maniery, Panno Madison.
- Przestaniesz ze mną flirtować? - fuknęłam pod nosem i założyłam ręce na piersiach.
- Wybacz. Możesz wejść do samochodu? - jego wyraz twarzy był stały i starannie wymawiał każde słowo, dobitnie, poważnie.
Stałam w miejscu. Nie mogłam się ruszyć, bo moje ciało przeszył dziwny dreszcz. Mój głos uwiązł w gardle, nie mogłam mówić. To dziwne uczucie w niewytłumaczalny sposób przyciągało mnie do niego.
 Stella, co się z tobą do cholery dzieje?!
Kiedy w końcu podniosłam wzrok wyglądał na zdenerwowanego.
- Obiecuje, że nie będę już tego robić. A teraz, wejdź do samochodu.
 Stałam w miejscu jeszcze przez kilka sekund, po czym ruszyłam w stronę auta. Złowieszczy uśmiech rozciągnął jego usta, gdy wsiadłam do środka. Pochylił się lekko, opierając  o samochód, tak  że nasz wzrok spotkał się na jednakowym poziomie. Oddech ugrzązł mi w gardle, kiedy jego ciemne tęczówki znalazły się… blisko. 
Boże, jest cholernie…. pociągający!
- Przestań się peszyć, przecież obiecałem, że więcej tego nie zrobię. - zamknął drzwi i obserwowałam jak omija samochód i idzie w stronę drzwi kierowcy.

Dziwny facet...




**********************************************

Napisałam next... W KOŃCU. 
Boże , tłukłam się z nim bite 4h, ale w końcu JEST! 
Next dam za parę dni. 
Mam nadzieję, że zostawicie po sobie komentarz. 
To serio pomaga mi w pisaniu rozdziału. 
Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda Joe to wejdźcie tutaj: GŁÓWNI BOHATEROWIE. 
Do następnego, YOLO