środa, 16 lipca 2014

Rozdział 12

Przeczytaj notkę pod rozdziałem /Saki chan

ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY EROTYCZNE. CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ

 Ruszyłam niepewnym krokiem do łóżka, a on szedł za mną. Nie potrafiłam racjonalnie myśleć. Marzyłam o takiej sytuacji gdzie mogłabym oddać się mu dozgonnie. Moje ciało od zawsze czekało tylko i wyłącznie na niego, więc musiałam podjąć decyzje, a potem usunąć się z jego i jego dziecka życia. Innego wyjścia nie miałam. Ja chciałam żeby to dziecko było szczęśliwe, bo ono nic nie zawiniło. 
- Zostać z tobą? - zapytał, łapiąc mnie za twarz. Spojrzałam w jego oczy, a następnie uśmiechnąłem się delikatnie. - Kocham cię Stella… - Jego głos był zachrypnięty a oczy prześwietlały, każdą zakrytą cząstkę mojego ciała.
- Ja ciebie też… Kocham cię od kiedy tylko pamiętam, ale bądź z Alexis żeby twoja córka miała obojga rodziców. – z ledwością przełknęłam ślinę spoglądając w jego zielone tęczówki, które wyglądały w tamtej chwili jak szmaragdy.
- Chwila… Rezygnujesz z tak pięknego i potężnego uczucia? Chcesz się pożegnać? – łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- Nie.. Harry nie mówmy już nic. Oddajmy się sobie. Jeden jedyny raz. Całkowicie. – wyszeptałam ledwo dotykając wargami jego policzka.
- Czy ja się nie przesłyszałem? Chcesz się ze mną kochać? – Jego źrenice się rozszerzyły.
- Miejmy coś z życia. Bądźmy odrobinę samolubni… Całuj mnie, jestem twoja bez reszty. – wyszeptałam tak by usłyszał to tylko on. Mój cały świat.
 - Stella…. Jesteś tego pewna? – zapytał stojąc tuż za mną.
Przytaknęłam.
- Nie jestem niczego bardziej pewna…
W pewnym momencie moje plecy dotknęły torsu Harrego. Zamruczał do mojego ucha, kiedy odchyliłam głowę, kładąc ją na jego silnym ramieniu. Jego dotyk powodował dreszcze na całym moim ciele.
W pewnym momencie odwrócił się i otworzył górną szufladę komody, wyjął paczkę prezerwatyw. Spojrzał na mnie uważnie. – Chcesz, żeby opuścić rolety?
– Wszystko mi jedno – wyszeptałam.
Podszedł do mnie powoli. Pewny siebie, seksowny, z płonącymi oczami, a moje serce zaczęło łomotać. Krew szybciej krążyła w całym ciele. Podniecenie, gęste i gorące, wlewało się do mojego podbrzusza. Styles stanął naprzeciw mnie i spojrzał mi w oczy. Był tak nieziemsko seksowny.
 Wstyd z każdą kolejną sekundą zżerał mnie od środka, kiedy położył mnie na łóżku, siadając na mnie okrakiem. Było to takie nowe, ale przyjemne uczucie. Nie dałam po sobie poznać jak krępująca jest to dla mnie sytuacja, chciałam mu pokazać tą drugą stronę siebie. Namiętną kochankę, która od dłuższego czasu marzyła o tym zbliżeniu.
Jego usta były pożądliwe i powolne, dopasowywały się do moich. Zaczął mnie rozbierać, składając delikatne jak piórko pocałunki na mojej brodzie i w kącikach ust. 
Przeczuwałam, a nawet miałam cichą nadzieję, że tak to się skończy. Harry zawsze działał na mnie seksualnie. Czułam to uczucie, które wypełnia cię od środka i dąży do wyładowania się z osobą, której się pragnie. Wiele razy zastanawiałam się jak to będzie wyglądać, ale tak naprawdę najwspanialsze jest to, że wychodzi to tak spontanicznie. Jest to wtedy potwierdzeniem własnych pragnień. Jednakże w tej grze są odkryte zupełnie inne karty, które praktycznie nie mają znaczenia w tej chwili.
Cicho westchnęłam z rozkoszy, kiedy zaczął obdarowywać moją szyje pocałunkami. Co za uczucie. Uwielbiałam jego usta i nie potrafiłam znieść myśli, że ta bezwartościowa raszpla je smakowała a nie ja.  Nie mogłam się doczekać, kiedy poznam jej cielesną odsłonę.
***
Kiedy Styles zaczął zdejmować powoli moje spodnie nagle zesztywniał. Nie rozumiałam o co może mu chodzić. Wisiał tak nade mną i wpatrywał się we mnie. Ogarnęło mnie dziwne poczucie winy,  że może nie jestem taka idealna jak Alexis.
Zaczęłam się zakrywać dłońmi, ale mnie powstrzymał.
- Jesteś piękna… - Ucałował moją skroń.
Nagle usiadł wyprostowany, ściągną moje majtki i rzucił na podłogę. Gdy zdjął bokserki, jego erekcja wyskoczyła na wolność. Sięgnął do nocnego stolika i chwycił foliową paczuszkę, a potem wszedł między moje uda, rozsuwając je jeszcze szerzej. Klęczał, zakładając prezerwatywę na pokaźnych rozmiarów męskość.
– Nie martw się – szepcze, patrząc mi w oczy. – Jeśli powiesz jedno słowo od razu przestanę. – Pochylił się, trzymając ręce po obu stronach mojej głowy, tak że wisiał nade mną, wychodząc. Gdy zaczynałam się przyzwyczajać do tego dziwnego uczucia, moje biodra nieśmiało wyszły mu na spotkanie. Przyspieszył lekko upajając się mną. Jęczałam, a on wbijał się we mnie, nabierając tempa, w bezlitosnym, niesłabnącym rytmie, który podchwytywałam, wysuwając biodra ku jego pchnięciom. Chwycił w dłonie moją głowę i mocno całował, a jego zęby delikatnie przegryzały mi dolną wargę. Czułam, że coś we mnie narasta. Zaczęłam sztywnieć, przyjmując kolejne pchnięcia. Moje ciało drżało, wyginało się, pokrywając potem. O ludzie... Nie wiedziałam, że tak będzie... nie miałam pojęcia, że to się okaże takie wspaniałe. Moje myśli zniknęły i pozostało tylko doznanie... tylko on... tylko ja... och, proszę... Sztywnieję.
– Dojdź dla mnie, Stella – wyszeptał niemal bez tchu, a ja, słysząc jego słowa, rozpadałam się, eksplodowałam pod nim i rozsypałam się na milion kawałków. W pewnym momencie Harry wykrzyczał moje imię i opadł na mnie.
Wciąż dyszałam, próbując spowolnić oddech i łomoczące serce, ale w moich myślach panował istny zamęt. Otworzyłam oczy. On opierał czoło na moim. Miał zamknięte oczy i nierówny oddech. Podniósł powieki i patrzył na mnie łagodnie. Pochylił się, delikatnie złożył pocałunek na moim czole i powoli się wysunął.
– Uuu. – Wzdrygam się na to nieznane odczucie.
– Sprawiłem ci ból? – spytał Zielonooki, leżąc obok, wsparty na łokciu. Założył niesforny kosmyk włosów za moje ucho.
– Ty mnie pytasz poważnie?
– Wiem, co to ironia – uśmiechnął się sardonicznie. – Poważnie, wszystko okej? – Jego spojrzenie było intensywne, dociekliwe, wręcz wymagające.
- Kocham Cię…
Nagle telefon Loczka zaczął dzwonić. Sytuacja zaczęła się powtarzać, ale nie tym razem. Nie po tym wszystkim.
 - Odbiorę… - spojrzał na mnie i kiedy chciał już sięgnąć po komórkę ja go powstrzymałam.
- Proszę nie… nie po tym wszystkim… - powiedziałam trzymając go nadal za rękę
- Co tylko powiesz, Stello. Kocham cię. – splótł nasze ręce.
***
Zamruczałam z zadowolenia. Tak bardzo dobrze mi się spało że nawet nie miałam ochoty wstawać. Z chęcią bym jeszcze poleniuchowała, ale Harry ma swoje obowiązki i pewnie mnie nie długo zostawi. Westchnęłam przeciągle, po czym delikatnie się podniosłam, swój wzrok kierując na zegar na ścianie. Dziesięć po siódmej. Odwróciłam się z trudnością na drugi bok. Spojrzałam na przeciw, gdzie leżał Styles. Uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc na jego spokojną twarz. Naprawdę anielsko wyglądał. W życiu nie widziała czegoś tak pięknego. Widok śpiącego Harrego zaćmiewał nawet piękne krajobrazy, które często z przyjacielem widziałam przy zachodzie słońca. W jego objęciach było mi naprawdę gorąco. A te jego usta…. Odetchnęłam, palcem przejeżdżając po jego twarzy, następnie schyliłam się i musnęłam go w policzek. Tak bardzo chciałam, aby ta chwila trwała jak najdłużej. Potrzebowałam go, czułam się przy nim tak bezpiecznie. Tak bardzo podobają mi się jego loki. Są takie miękkie i puszyste. Ma takie cudowne usta, przeznaczone tylko do całowania. Jak bardzo chciałabym je całować. Chciałabym, aby one mnie całowały i tylko mnie. Przejechałam delikatnie po nich palcem, aby go nie zbudzić. Zerknęłam na jego w połowie nagą klatę, którą odkrywała kołdra. Taka męska, wyrzeźbiona jakby z posągu. Dlaczego on musi być tak doskonały? Zagryzłam wargę, chcąc dotknąć dłonią jego nagiej klaty.
- Dzień dobry słonko – usłyszałam męski głos. Moje serce zabiło szybciej, kiedy poczułam swoją dłoń w jego uścisku. – Czy to tak ładnie obmacywać śpiącego mężczyznę? – uśmiechnął się łobuziarsko, podnosząc się i przyciągając mnie do siebie. Dotknęłam policzkiem jego piersi, czerwieniąc się.
- Ja…
- Tak wiem, ale podobało mi się to – szepnął do mojego ucha, co sprawiło, że po moim ciele przeszedł rozkoszny dreszcz.
- Przepraszam, to tylko… – próbowałam się tłumaczyć, ale utrudnił mi to, całując namiętnie moje usta. Pozwoliłam mu na to, a nawet poddałam się temu doznaniu. Zbyt dobrze mi było i nie chciałam przerywać tej pięknej chwili. Zacisnął dłoń na moim pasie, przytrzymując mnie, abym mu nie uciekła. Nawet nie mógł sobie wyobrazić, jak bardzo spodobała mi się jego reakcja. Drgnęłam, kiedy poczułam jak koniuszkiem języka przejeżdża po mojej dolnej wardze. Zauważył to, co spowodowało, że oderwał się ode mnie z szerokim uśmiechem.
- Jesteś tak słodka, że mógłbym cię zjeść – przeczesał moje włosy, całując mnie jeszcze raz w usta, ale tym razem przelotnie. Nie nasyciłam się tym, ale nie mogłam tego po sobie poznać. Poczułam dopiero teraz , że źle robię, ale tym razem nie chciałam się nad tym zastanawiać. Kiedy ostatnio sobie obiecałam, że odepchnę od siebie Harrego, źle na tym wyszłam, bo i tak wszystko poszło nie po mojej myśli i znów postanowiłam żeby był z tą ropuchą.
Nieustający dźwięk telefonu dał po sobie znać i tym razem postanowiłam pozwolić mu odebrać.

- Słucham? JESS W SZPITALU?!


*****
Tak więc po dłuższym nie dawaniu postów postanowiłam go w końcu napisać. Od razu mówię że sugerowałam się 3 książkami erotycznymi żeby to ogarnąć, bo nie mam żadnego doświadczenia w tych sprawach XD
Ponieważ pierwszy raz napisałam takie o.. proszę aby KAŻDY pozostawił po sobie ślad.. Na prawdę mi zależy na waszych komentarzach, bo daje mi to pałera.
Powiadamiam około 60-70 osób a komentuje znaczna mniejsza liczba. Jest opcja "Anonimowo"- dla tych którzy nie mają konta google. Proszę jeszcze raz o zostawienie po sobie śladu.
Elo :D

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 11

Stałam jak wryta, kiedy matka wyrzucała ubrania z mojej garderoby. Między zdaniami, które nie były kulturalne, kazała mi się spakować i grzecznie mówiąc wynosić. Nie odzywając się podnosiłam swoje rzeczy i prosiłam ją aby się uspokoiła, obiecywałam, że więcej się nie spotkam ze Stylesem, ale nie rozumiała. Nie chciała nawet tego wysłuchiwać.
Zabrałam walizkę i wyszłam. Poddałam się.
To smutne, że nawet we własnej matce nie masz wsparcia. W dodatku pech chciał, że zaczął padać deszcz. Gęste krople spadały z ciemnoniebieskiego nieba.
- Super… - Tupałam ze złości.
Chcąc nie chcąc musiałam schować się na stacji benzynowej, która znajdowała się niewiele dalej od domu, którego już nie mogłam nazywać moim domem. Żałowałam przez chwilę, że wyszło na to że znowu narobiłam szumu i teraz stałam się bezdomna, bo inaczej nie mogłam tego nazwać.
Zastanawiałam się długo, do kogo zadzwonić. Poprosić o pomoc, czy coś…
Złapałam za telefon i wykręciłam numer do Joe, który nie odbierał. Wszyscy moi przyjaciele mieszkali daleko, a tutaj z nikim się jeszcze nie zaprzyjaźniłam.
Usiadłam na metalowej ławce i zadzwoniłam do Harrego. Po paru sygnałach odebrał.
- Stella? – Usłyszałam jego ochrypły głos, który przyprawiał mnie zawsze o przyjemne dreszcze.
- Harry… ja… potrzebuje pomocy… - wyszeptałam, a po moim policzku popłynęła łza. Świadomość, że znów narobiłam burdy i że proszę go o pomoc strasznie mi się nie podobała.
- Gdzie jesteś, bo na pewno nie w domu? – usłyszałam w tle brzdęk kluczami i jakąś kobietę, ale nie była to Alexis.
- Na stacji benzynowej…
- Za chwilę będę. Nie ruszaj się stamtąd! – rozkazał i się rozłączył.
Siedziałam.
Czekałam całkiem długo, kiedy w końcu zauważyłam jego czarnego Range Rover’a.
Wyszedł i pewnym krokiem szedł w moją stronę. Harry zarzucił silną rękę na moje ramie, przyciągając mnie bliżej swojego rozgrzanego ciała. Na zewnątrz było już całkiem ciemno, jedynie latarnie uliczne rzucały lekkie światełko. Wolnym krokiem doszliśmy do samochodu.
- Nie chciałam żeby tak wyszło.
Harry spojrzał w dół, by zobaczyć moją twarz.
- Co masz na myśli? - zapytał.
Spuściłam wzrok, kiedy wsiadłam do samochodu a po chwili i on znalazł się w środku.
- Matka wyrzuciła mnie z domu i pomimo tego że chciałam być z dala od ciebie… mogę tylko na ciebie liczyć. - powiedziałam cicho.
Zaśmiał się i lekko zacieśnił palce na mojej dłoni.
- Stella… wiesz o tym, że nie kocham Alexis. – wyszeptał spoglądając w moje oczy. Zrobił pauzę, zanim znowu zaczął mówić. – Ty jesteś jedyną kobietą, którą chcę chronić, a i jeszcze moją córkę. - uśmiechnął się pod nosem.
Mimowolnie uśmiechnęłam się. Te słowa były tymi, na które czekałam tyle czasu.
Odpalił silnik i ruszył.
Poczułam silny powiew wiatru, gdy wyszłam z auta. Zadrżałam, kiedy zimne powietrze oplotło mój dekolt i szyję. Harry przyciągnął mnie bliżej, kiedy zauważył, jak ciaśniej naciągam kurtkę.
- Zatrzymamy się tutaj. – Zaczęłam się rozglądać i nagle coś mi się przypomniało.

*Wspomnienie*


- Harry, dlaczego idziemy do tego domku? – zapytałam.
- Bo tutaj mieszkała moja babcia. Ona mi odda ten dom jak będę o niego dbał. – poczochrał mnie po głowie.
- Naprawdę?! Ale super! – nabrałam głęboko powietrze i ze świstem go wypuściłam.
Weszliśmy do środka, gdzie pachniało kwiatami. Miałam dziesięć lat i strasznie podobały mi się takie miejsca, ale nie wiedziałam, że Harry też je lubi.
- Piętnastoletni chłopcy też lubią kwiaty? – zapytałam łapiąc go szybko za rękę, kiedy chodziliśmy obok strumyka.
- Nie wszyscy. – ścisnął moją dłoń bardziej.
Znowu to uczucie… co to?
W mojej piersi poczułam jak coś szybko skacze, nie mogłam nabrać powietrza.
Zielonooki spojrzał na mnie i zmarszczył czoło.
- Coś się stało? – moje policzki zaczęły płonąć, a ja? Ja nie potrafiłam się nawet odezwać.
- Chyba jestem chora… - potarłam niedbale oczy.
- Chodź, wejdź mi na plecy. – ukucnął i złapał za moje nogi.
- Harry… co to jest miłość? – zapytałam bez namysłu bardziej wtulając się w jego silne ramiona.
- Hymm… Świat przez „miłość” zaczyna być idealny. Kiedy kogoś pokochasz ta osoba staje się najwspanialsza na świecie, inni ludzie cię nie obchodzą. Robisz wszystko żeby ją mieć, na wyłączność. Chcesz spędzać z tą osobą bardzo dużo czasu, a kiedy jej nie ma –umierasz z tęsknoty. Myślę, że to można nazwać miłością.
- Rozumiem, więc… jeśli kogoś ci brakuje to miłość?
- Nie, to przyzwyczajenie. Miłość okazuje się przez gesty, rozmowę. Jednakże osobę, którą kochamy zdobywa się przez całe życie. Ofiarowujesz się cały tej miłości.


***Koniec wspomnienia***


-Byłam tu już z tobą.. – uśmiechnęłam się.
- Wiem… Twój pierwszy wykład na temat miłości. - Poczułam jego duże dłonie na moich biodrach, a jego twarz zbliżyła się do mojej. Swoim nosem dotykał mojego, zmysłowo, jakby chciał upewnić się, że tu jestem, w jego ramionach. Pełne usta Harrego przywarły do moich. Były takie ciepłe. Idealne ruchy były oddawane z miłością, inaczej w porównaniu z tym, jak całował mnie wcześniej. 
- Stell... – zamruczał do mojego ucha. 
Zamknęłam oczy, upajając się głęboko jego zapachem.
- Wejdźmy do środka…
Spojrzałam na niego. Jego ciemne loki opadały na czoło, zielone oczy błyszczały, kiedy mi się przyglądał, a ja nie potrafiłam oderwać od niego wzroku. Aż w końcu się zgodziłam.
***
Ledwo weszliśmy do środka, a poczułam ten sam zapach. Nic się nie zmieniło, oprócz tego, że pojawił się kominek.
Harry stanął za mną i pomógł mi ściągnąć kurtkę. Jego pełne usta dotknęły skórę mojej szyi. Zadrżałam, poczułam gorące powietrze z jego ust. Odwrócił się i powiesił ubrania. Potem ruszyłam za nim, kiedy wszedł w głąb.
- Ja chcę... - moje usta znalazły niemałą trudność w uformowaniu słów.
Harry odwrócił się w moim kierunku. Czekał, aż skończę to co miałam do powiedzenia, wpatrując się we mnie.
- Dziękuję za schronienie. –wyszeptałam.
Harry położył moją walizkę przed drzwiami do sypialni. Nie potrafiłam o niczym myśleć. Spoglądałam na jego usta, dłonie. Wszystko to na co miałam wtedy ochotę oglądać. Był dla mnie aniołem, który zawsze mnie ratował. Był moim życiem.
Nie potrafiłam się ruszyć, gdy jego ręka powędrowała na moją talię. Drugą błądził po mojej skórze, pod bluzką. Słyszałam jego ciężki oddech tuż przy moich uchu. Jęknęłam, gdy dotarł do zaokrąglenia moich piersi. Chwycił jedną z nich w swoją dużą dłoń i lekko ścisnął. Oparłam głowę o jego ramię, gdy poczułam nowe, nieznane uczucie. Mimowolnie zamknęłam oczy.
Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Dreszcze przeszły przez całe moje ciało. Jakimś cudem nie myślałam o tym, że chłopak stojący przede mną ma narzeczoną i dziecko. Myślałam wtedy tylko o nim. Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę i otworzyłam je.

To będzie długa noc…


NOTKA:
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam, ale brak weny i czasu. 
Następny rozdział pojawi się w piątek wieczorem :>
Udanych wakacji! 

czwartek, 12 czerwca 2014

Rozdział 10

Całą noc nie spałam. Myślałam nad jego sms-em. Czy on nie rozumie, że minął rok i wszystko się zmieniło? Znaczy… czy ja nadal go kocham?
 Otworzyłam oczy i spojrzałam z przerażeniem w sufit. Zanim poszłam spać matka pokazała mi kolejną gazetę, na której widniałam. Znowu byłam na językach całego świata. Nie wiedziałam, czy to wytrzymam ,ale nie mam żadnego wyjścia.
- Nie wytrzymam! - krzyknęłam. Natarczywe, nieustanne pikanie telefonu świadczące o tym, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić, wyprowadzało mnie z równowagi. – Czego?!
Minęła chwila zanim ktoś się odezwał.
- Stella… - Otworzyłam szerzej oczy. Tego głosu nigdy bym nie zapomniała.
- Harry?! Po co dzwonisz?!  - wrzasnęłam.
- Ponieważ chcę z tobą porozmawiać… - westchnął.
- O czym chcesz rozmawiać? Mało ci, że już o nas gadają? Stale przyłazisz z tą swoją narzeczoną i dzieckiem do mojego domu, jestem na okładkach jebanych czasopism i na językach całego świata.
- Jesteś, ale nie przeze mnie. Na okładkach akurat jesteś z Joe, a nie ze mną. – oznajmił spokojnie, a ja aż się trzęsłam ze wściekłości.
- Coś jeszcze, bo zaczynasz mnie denerwować? – wstrzymałam oddech. Zawsze tak robię, kiedy jestem zła.
- Chcę się spotkać i porozmawiać... Tęskniłem za tobą. - wydał niski, pełen udręki jęk.   
- Nie zadzwoniłeś ani razu… - Poczułam ucisk w żołądku. Mój głos zaczął drżeć, byłam bliska płaczu.
- To przez Louisa, proszę spotkajmy się, wszystko ci wyjaśnię. - mówił niskim, zdecydowanym tonem, innym, niż słyszałam wcześniej.
- Nie chcę…
- Daj mi szansę! Nic nie chcę, tylko to jedno spotkanie! - krzyknął tak niespodziewanie, że aż podskoczyłam.
Zamilkłam.
- Stella, błagam cię… - wyszeptał.
- No nie wiem… – westchnęłam zrezygnowana.
- Proszę, przyjedź do mojego mieszkania, albo ja mogę po ciebie przyjechać.
- Nie przyjadę do ciebie… Nie chce z tobą rozmawiać, Harry. – przycisnęłam mocniej słuchawkę do ucha, powoli wstając z mojego małego królestwa.
- Harry… nie…
- Proszę…
Rozłączyłam się.

***

Nieustanne dzwonienie dzwonkiem do drzwi nie ustępowało. Zdenerwowałam się, że nikt ze służby nie raczył podnieść swoich czterech liter i je łaskawie otworzyć.
Niechętnie podreptałam i pociągnęłam za klamkę.
 Nagle uderzyła mnie fala znajomej, niemalże namacalnej energii, która od zawsze nas otaczała. Świadomość jego obecności przede mną rozeszła się wzdłuż mojego kręgosłupa, sprawiając, że cała pokryłam się gęsią skórką, a drobne włoski na moim karku się uniosły. Czy to jawa, czy sen?
- Stella… - wyszeptał ochryple moje imię.
- Mówiłam, że masz nie przyjeżdżać. – powiedziałam patrząc w jego zielone tęczówki.
Z walącym sercem wpuściłam go do środka. Nie chciałam jeszcze użerać się z beznadziejnymi paparazzi.
- Tak bardzo za tobą tęskniłem. Nie mogłem się odezwać, bo Louis powiedział, że jeśli z tobą będę, zespół się rozpadnie. Już nie dogadujemy się, ale teraz kiedy widzę cię z tym przydupasem-Joe… nie mogę tak stać obojętnie, bo ja wiem że… ja nadal cię kocham, Stella!
Zamknęłam oczy. Wiedziałam, że powinnam kazać mu wyjść, jakbym tego, co mi teraz wyznał nie słyszała. Wiedziałam, że jeśli dam mu choćby minutę więcej z mojego życia, ból stanie się jeszcze większy. Ale nigdy nie byłam w stanie oprzeć się jego słowom. Były magnetyczne, a kiedy mówił mi że mnie kocha… cały świat przestawał istnieć. Niestety, nasze życie się zmieniło w chwili, kiedy dowiedziałam się, że będzie miał dziecko.
- Stella… - złapał mnie delikatnie za rękę, a ja wstrzymałam oddech.
Dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów. Stałam ze spuszczoną głową i wpatrywałam się w jego eleganckie, skórzane kowbojki za kostkę. Jego oddech był głęboki i przyspieszony, jak mój. Czułam subtelny męski zapach jego skóry.
- Proszę…
Na dźwięk znajomego, ukochanego rozkazującego tonu przebiegł mnie dreszcz. Zamknęłam oczy i jęknęłam, gdy raptownie przywarł do moich pleców, kiedy się odwróciłam. Przycisnął mnie do ściany obok drzwi. Chwycił moje palce i uniósł dłonie na wysokość ramion.
– Jesteś taka piękna – wyszeptał, zanurzając twarz w moich włosach. – Twój widok rani oczy.
- Harry… co ty robisz? – wyszeptałam drżącym głosem upajając się nim… jego obecnością.
Czułam jego pożądanie. Jego silne, gorące ciało pulsowało napięciem. Był podniecony, napierał na mnie swoim zapewne naprężonym członkiem. Pragnęłam go, a świadomość że byliśmy sami mnie rozpraszała.
Wziął głęboki, drżący oddech. Mocno splótł palce z moimi, jakby chciał tak złączyć nasze dusze i ciała w jedność.
Odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć i nie wiedziałam, co mam o tym myśleć.
– Dlaczego? – wyszeptałam. – Czego ode mnie chcesz? Że wszystko będzie jak przedtem? Chcesz mnie przelecieć, dlatego tutaj jesteś? O to chodzi? Chcesz się mną zabawić? Nie wierzę już w to, że mnie kochasz, czy mnie kochałeś i nadal kochasz…, więc dlaczego mi to robisz?
Słysząc te brutalne słowa, wstrzymał oddech.
– Przestań.
– Mam nie nazywać rzeczy po imieniu? – Zamknęłam oczy. – Proszę bardzo. Zrób to. Ale zdejmij maskę kłamstw i nie próbuj udawać czegoś, czym to nie jest.
– Nigdy cię nie okłamię, a to co teraz ci mówię jest najszczerszą prawdą.– Puścił mnie prawą ręką i pogłaskał po policzku. Patrzyłam, jak podnosi moją dłoń do ust. Pocałował ją, a potem przycisnął usta – pospiesznie, mocno, ze złością – do mojej skroni.
- Jeśli tylko chcesz zerwę z Alexis, a dziecko? Damy sobie jakoś radę. Ja nie mogę już tak siedzieć i wszystkiemu się przyglądać.
- Co ty teraz wygadujesz? Myślisz, że ja nie cierpiałam przez ten cholerny rok?! Nie odzywałeś się, miałeś gdzieś co się ze mną dzieję. Przez kurwa pół roku byłam maltretowana przez zajebane faneczki Alexis, a ty mi teraz wciskasz, że zostawisz wszystko i tak po prostu będziesz ze mną? Wiesz co się stanie jak cały świat się o tym dowie?! Ty jesteś sławny, a ja jestem zwykłą dziewczyną, tylko moje życie jest nienormalne. Kiedy byłam małą dziewczynką, uganiałam się za tobą, zawsze myślałam, że przyjdzie taki czas kiedy ty się we mnie zakochasz…
- I zakochałem…
- Ale od zawsze była Alexis.
- Nie kocham jej… - wyszeptał.
Zamilkłam chwilę.
- Wyjdź… proszę. – zaczęły drżeć mi ręce, a mój żołądek był jednym wielkim kłębkiem nerwów.
- Nie, ja chcę to naprawić.
- Nie…
W ułamku sekundy był przy mnie. Jedną dłonią ujął mnie za włosy, drugą chwycił mój pośladek i zaczął mnie zachłannie całować. Nie tracił ani chwili, jego język zanurzał się między moimi wargami, głębiej i mocniej.
Jęknęłam i próbowałam go od siebie odepchnąć, ale był zbyt silny.
Zatopił zęby w mojej dolnej wardze z taką siłą, że mnie zabolało.
– Myślisz, że możesz powiedzieć parę słów i wszystko między nami zakończyć? My nie mamy końca, Stello.
Przyparł mnie mocniej do ściany. Byłam przyciśnięta przez mierzącego prawie metr osiemdziesiąt zwierzęco podnieconego mężczyznę.
– Tęsknię za tobą, ale wszystko się zmieniło... – wyszeptałam, chwytając go za barki i przyciągając mocniej do siebie.
Styles wydał z siebie zmysłowy pomruk.
– Stella..
Obsypał mnie głębokimi, bezwstydnie rozpaczliwymi pocałunkami, które odczuwałam każdą cząstką ciała. Nie potrafiłam już ze sobą walczyć.
– Co ty ze mną robisz? – wyszeptał. – Wdrapałaś się do mojego świata, uzależniając mnie do ciebie.
– Nie mam nic innego do roboty – odrzekłam, z trudem łapiąc oddech – odkąd opuściłam moją popieprzoną pierwszą miłość.
Przycisnął czoło do mojego czoła.
– Musisz mi zaufać.
Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej i odepchnęłam go. Pozwolił mi na to i stał, wpatrując się w moją twarz.
– Urządziłeś mi piekło. Z premedytacją. Sprawiłeś, że cierpię i nie widzę końca cierpienia. Nie wiem, co do cholery robisz, Styles, ale całe to gówno z Alexis i Louisem zupełnie mi nie odpowiada. Nie wiem, czy będę  w stanie z tobą być, ale jestem pewna jednego. Nie teraz… na pewno nie teraz, ponieważ nie jestem w stanie odebrać twojemu dziecku szczęścia.
- Kocham cię, Stella. Bez względu na wszystko, ja nadal będę cię kochał. - powiedział zachrypniętym głosem.
Lekko musnął moje usta.
- No proszę, proszę… Kogo moje piękne oczy widzą i z kim.. – usłyszałam głos wiedźmy i przysięgam, że moje serce przestało pracować.
Szybko od niego odskoczyłam. Zesztywniałam i głośno złapałam oddech.
- Dzień dobry pani. – powiedział oficjalnym tonem, Harry.
- Myślałam, że cię nie ma. – stwierdziłam.
- Zaskoczenie, co? – parsknęła podchodząc bliżej. – Nie wiedziałam, że jesteście kochankami. – ciągnęła dalej.
- To nie tak jak pani myśli. – próbował się tłumaczyć, a ja nie wierzyłam w to co przed chwilą powiedział.
- Zdradzasz Alexis, a moja mała córka Joego. Nic dodać, nic ująć. – zapadła cisza. 
Ani ja, ani Harry się nie odezwaliśmy. To była prawda, jednakże to… mogłaby inaczej określić. – Dobrze będzie jak już sobie pójdziesz, Harry. Dziecko i narzeczona na ciebie czeka.
Specjalnie mówiła tak irytującym tonem i nad wyraz spokojnym, że szlak mnie trafiał. Już coś wymyśliła i wcale mi się to nie podobało.
- Ja nie…
- Posłuchaj mojej matki i wyjdź, proszę. – wyszeptałam, spoglądając kątem oka na chłopaka.
Zrezygnowany zaczesał swoimi długimi palcami włosy i wyszedł.
- A teraz moja damo się zabawimy. – wysyczała ostro.
Cholera.



 *** 


Witajcie po tak długiej przerwie! :D

Chcę na wstępie coś oznajmić. 
To nie tak, że nie pisałam rozdziałów na bloga, bo mi się nie chciało tylko dlatego, że byłam w szpitalu, więc przykro mi, że nie którzy nie mogą tego uszanować.
 W życiu są rzeczy ważniejsze niż blogi i internet.

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, więc rozdziały w okresie wakacyjnym i od teraz będą pojawiały się raz w tygodniu. Muszę nad sobą pracować, jeździć na badania kontrolne i leki, które muszę brać. Nie będę miała czasu po prostu tutaj wpadać więcej niż raz w tygodniu. Zaniedbałam przyjaciół i też chciałabym z nimi spędzić trochę czasu, więc jeszcze pomyślę, w jakim określonym dniu tygodnia będę je dodawać. 
O wszystkim poinformuje was na moim asku: Saki chan official.
Miłego dnia <3

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział 9

Wzięłam prysznic, ogoliłam nogi i pachy, umyłam włosy, a potem przez pół godziny je suszyłam, tak że opadały miękkimi falami na plecy i piersi. Jedną stronę podpięłam spinką, aby odsunąć je z twarzy. Nałożyłam delikatny makijaż i wsunęłam stopy w śliwkowe szpilki, pasujące kolorem do długiej sukienki. A kiedy skończyłam mogłam w spokoju zejść do salonu.
– No i? – pytałam Joe, który czekał już na mnie w swoim czarnym, jedwabnym smokingu.
Uśmiechnął się szeroko.
– No no no…. – Kiwnął z uznaniem głową. – Ociekasz seksem, skarbie.
– Boże, Joe! Ja pytam poważnie.
– No to, przede wszystkim jesteś pociągająca. W tej sukience naprawdę gorąco wyglądasz, a kolor pasuje ci do cery. Idealnie opina ci ciało. – Uśmiechnął się łobuzersko.
– Joe! – zbeształam go.
– Mówię, jak jest, Stella. Całość wygląda świetnie. Będziesz główną atrakcją w teatrze.
Usta zacisnęłam w cienką linię.
– Masz zamiar jechać do tego teatru, czy masz zamiar rozbierać mnie wzrokiem?
– Cóż, chociaż wzrokiem mogę… – Zmarszczył z konsternacją brwi.
– Wal się.
Był już wieczór, kiedy przyjechaliśmy w umówione miejsce. Budynek teatru był tak wielki i wysoki, że z ledwością mogłam się temu wszystkiemu przyjrzeć. Dookoła paparazzi,  gwiazdy filmowe, piosenkarze. Czy to Julia Roberts?!
Szofer szybko obszedł limuzynę i po chwili drzwi samochodu otworzyły się. Wzięłam głęboki oddech i złapałam za wyciągniętą już dłoń Jonasa.
- Nie denerwuj się, proszę. – złapał mnie za dłoń i przeszliśmy przez czerwony dywan, który prowadził do głównego wejścia.
JA-PIER-DO-LE!
Gdzie nie spojrzałam, same ważne osobistości. Nie mogłam wypowiedzieć nawet głupiego słowa.
Miałam ochotę podbiec do tych wszystkich ludzi i prosić o autograf, a potem się tym wszystkim chwalić. Czułam się, jakbym wskoczyła do jaskini ze złotem. To była nie bywała chwila dla mnie.
Ciemnooki Bogacz, podał mi szampana. Teatr wewnątrz wcale nie wyglądał na teatr, tylko na ogromną sale bankietową z okrągłymi stolikami na całej powierzchni. Mała scenka i kurtyna.
- No dobra, a gdzie aktorzy? – zapytałam poddenerwowana. - JEZU, JOHNNY DEPP TAM STOI! – powiedziałam uradowana, a raczej wykrzyczałam mu na ucho. Chyba wygrałam życie.
- Chcesz to możemy do niego podejść. – oznajmił spokojnie.
- Nie chce zrobić z siebie kretynki i tak już z siebie nią robię. Moje usta się nie zamykają tylko przekształcają w literę „O”. – Upiłam łyk bąbelkowego trunku. Jak zawsze wyśmienite rzeczy to tylko takie, które dużo kosztują.
- Musisz się do tego przyzwyczaić. – Nagle jego wzrok zawisł gdzieś nade mną. Zdezorientowana odwróciłam się w poszukiwaniu obiektu, który tak bardzo zainteresował, Pana Biznesmena.
Obiekt jego zainteresowań to Harry. Opierał się swobodnie o bar, popijając białe wino. Tradycyjnie miał na sobie białą koszulę, a do tego czarne, obcisłe dżinsy, czarny krawat i czarną marynarkę. Włosy potargane jak zawsze, zresztą. Westchnęłam czując jak moje serce podwaja swoją prace. Przez kilka sekund wstrzymywałam oddech, patrząc na niego, ciesząc oczy widokiem. Rozglądał się – tak mi się wydawało – jego wzrok utknął gdzieś w stronę wejścia i nagle na mój widok znieruchomiał. Kilka razy mrugał powiekami, następnie na jego twarzy pojawił się leniwy, seksowny uśmiech, na którego widok zrobiło mi się gorąco.
Wzięłam znów spory łyk szampana. Moja podświadomość ostrzegła mnie waląc mocno w ramię. „Nie pij za dużo”.
                Usiedliśmy niedaleko stolika Stylesa. Przyszedł tutaj z dziewczyną łudząco podobną do niego, Alexis i jakimś facetem, którego pierwszy raz widziałam na oczy.
- Kiedy zacznie się przedstawienie? – szepnęłam na ucho Ciemnookiemu.
Przy naszym stoliku siedział nijaki Thomas Adamus i jego żona Teresa. Thomas miał granatowy strój i wyglądał na co najmniej trzydzieści lat. Podobno był reżyserem, ale nigdy o nim nie słyszałam. Jego żona zdecydowanie wyglądała bardzo młodo. Dałabym jej  z dwadzieścia cztery lata. Blondynka, nadzwyczaj ładna.
W pewnym momencie na scenę wszedł jakiś brodacz w bardzo szykownym stroju.
- Witam państwa bardzo serdecznie. Nazywam się Theodor Flack i chciałbym państwu oznajmić, że dzisiaj to państwo staniecie się aktorami. Wybierzemy pośród państwa parę, która będzie musiała odegrać jakąś rolę, temat spektaklu będziecie musieli wymyślić państwo. Mamy nadzieję, że będziecie się świetnie bawić. – rozległy się oklaski. Całkiem ciekawie się zapowiada… - Na początek wybierzemy jakąś parę. – Facet zaczął się rozglądać i jego wzrok zawisł na mnie. Nie, nie, nie! TYLKO NIE TO!
Wszyscy zebrani patrzyli na mnie i zaczęli zachęcać oklaskami.
- Niech się pani nie wstydzi. – spierdalaj!
Z ledwością wstałam i trzymając jedną stronę tiulowej sukni szłam przed siebie. Stanęłam na kwadratowym podeście, czekając na dalszy potok wydarzeń.
- Mamy już główną bohaterkę, więc brakuje nam tylko…. O Harry Styles! Jak miło! – krzyknął do mikrofonu, a ja poczułam jak nogi robią się mi z waty.
- Ja mam grać?! – usłyszałam ochrypły głos, JEGO.
- Tak, zapraszamy na podest obok tej pięknej damy. – opuściłam głowę, tylko nie to!
Po pomieszczeniu rozległy się oklaski i po paru sekundach chłopak już stał obok mnie.
Przełknęłam z ledwością ślinę i nieśmiało spojrzałam na Zielonookiego. Nie wyglądał nawet na przejętego tym wszystkim, kiedy ja praktycznie umierałam z ataku serca.
- Drodzy państwo mamy już głównych bohaterów, teraz państwo wymyślą historię. Czy ktoś już ma jakiś pomysł?
Z okrągłego stołu na rogu sali wstała jakaś kobieta, w pięknie upiętym koku i czarnej sukni. Z twarzy wyglądała na wredną, ale za to głos miała melodyjny i czysty.
- Pan Styles mógłby zaśpiewać jakąś piosenkę dla tej pięknej damy, a potem mogli by odegrać jakąś scenkę miłosną. – zaproponowała, a ja czułam jak krew odpływa z mojej twarzy. SCENKA MIŁOSNA, SERIO?! Głupia baba!
- Czy ktoś ma inne zdanie? – nikt się nie odzywał, nawet ta idiotka Alexis.
- No więc dobrze, panie Styles, zaśpiewa pan piosenkę dla Panny…? – zwrócił się do mnie.
- Stella… - dokończył za mnie.
Podali nam dwa stołki i gitarę dla Harrego.
Podwoiłam oczy, słysząc pierwsze takty pięknej melodii, a następnie zaczęłam wpatrywać się w zachwycone spojrzenia widowni, a następnie całą swoją uwagę, przeniosłam na obiekt moich westchnień.
<PIOSENKA: KLIK>

„Jestem załamany,
Słyszysz mnie?
Jestem ślepy, bo tylko Ciebie widzę,
Tańczę, sam
Modlę się, żeby Twoje serce odwróciło się,
Kiedy przychodzę pod Twoje drzwi,
Spuszczam, głowę, by zmierzyć się z podłogą,
Ponieważ nie mogę spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć ...”
Serce mocniej zabiło, gdy spojrzenie jego zielonych oczu, sprawiało, że wzleciałam do raju, z którego się nie chciałam wydostać, gdyż wiedziałam, że byliśmy tam tylko my dwoje.
Przyglądałam się, mocniej ściskając kawałek sukienki, gdy Hazz, nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego, zaczął śpiewać refren.

***
„Kiedy on otwiera ramiona i trzyma Cię blisko dziś wieczorem,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah,
Kiedy kładzie Cię do snu, umieram wewnątrz,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on,
Kochać bardziej niż on...”
Magnetyzm jego zielonych oczu, przyciągał mnie i sprawiał, że nie byłam wstanie, chociaż na chwile cofnąć spojrzenia, chociaż w tym momencie było to wskazane, aby wyśpiewane słowa nie brzmiały jak wyznanie. Przed oczami stanęło mi nasze pierwsze spotkanie. Nasz pierwszy pocałunek, w którym czułam to palące pożądanie na mym ciele. On mi dawał tak wiele szczęścia..

„Jeśli będę głośniejszy, byś mnie dostrzegła?
Położyłabyś się w moich ramionach i uratowała mnie?
Ponieważ jesteśmy tacy sami
Ratujesz mnie, lecz gdy odejdziesz to uczucie
znów zniknie.

***
Potem widzę Cię na ulicy
W jego ramionach, słabnę,
Ciało mnie zawodzi, upadam na kolana, modląc się,

***
Kiedy on otwiera ramiona i trzyma Cię blisko dziś wieczorem,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah,
Kiedy kładzie Cię do snu, umieram wewnątrz,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on.
***
Nigdy nie miałem nic do powiedzenia ,
Ale teraz proszę Cię czy zostaniesz...
Choć na chwilę w mych ramionach,
A gdy będziesz dziś wieczorem zamykać oczy,
Modlę się, byś zobaczyła światło błyszczących gwiazd nad nami
.”

Naprawdę pragnęłam, aby mnie przytulił. Tutaj przy wszystkich objął i przycisnął do swoich ramion, w których zawsze czułam się bezpiecznie. Abym poczuła jego ciepło, tylko jego…
Czułam się jak by ta piosenka idealnie pasowała do mnie i do niego. Ja byłam z Joe dla kontraktu, ale kochałam Hazza, Harry myśli, że jestem z Jonasem, bo go kocham… Czy to może oznaczać, że…

„Kiedy on otwiera ramiona i trzyma Cię blisko dziś wieczorem,
Po prostu nie czuję się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on,
***
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah
***
Kiedy kładzie Cię do snu, umieram wewnątrz,
To po prostu nie czuję się dobrze ,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah,
Kiedy on otwiera ramiona i trzyma Cię blisko dziś wieczorem,
Po prostu nie czuje się dobrze,
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on, yeah,
Kiedy kładzie Cię do snu, umieram wewnątrz,
Po prostu nie czuje się dobrze,
***
Ponieważ mogę Cię kochać bardziej niż on,
Kochać bardziej niż on...”

Westchnęliśmy, nadal wpatrzeni w siebie, tak jakby był to wyścig o życie. Dopiero głośne oklaski, sprowadziły mnie na ziemie. Oderwałam spojrzenie, spoglądając na ludzi pełnych zachwytu. Przecież to Harry Styles! Dziwnie, żeby nie było tego zachwytu.
- To było cudowne. – Fala oklasków nadal nie ustępowała, a mi mina zrzedła, gdy facet ponownie zabrał głos. – Nadszedł czas na krótką scenkę miłosną. Cała widownia oddała wam pomysł. Możecie zaczynać.
Stałam w osłupieniu. Czułam na sobie wszystkich wzrok i JEGO.
Wzięłam głęboki oddech i odważyłam się spojrzeć na niego.
- Dlaczego zaśpiewałeś tą piosenkę? Coś mi sugerujesz? Jesteś o niego zazdrosny? - rzuciłam patrząc w jego stronę.
- Jesteś ślepa skoro tego nie widzisz.. - syknął chamsko się uśmiechając.
- Super, nie odzywałeś się do mnie tyle czasu, a teraz udajesz, że nadal ci zależy? – powiedziałam czując lekkie zażenowanie.
- Nie udaje, to ty udawałaś, kiedy mówiłaś „kocham”. - dopowiedział.
- Najgorsze jest to, że nie udawałam… - wyszeptałam cicho.
- To jest śmieszne. - patrzył na mnie aroganckim wzrokiem.
- Śmieszne jest to, że nadal cię kocham. – rzuciłam, a po chwili zorientowałam się, że powiedziałam to na głos.
- Słowo „kochać”, znasz definicje tego słowa? - powiedział. Przesadził…
- Ja tak, ty chyba niestety nie. - syknęłam spuszczając wzrok.
- Tęsknię za tobą, ale udaje że tak nie jest. - odparł cicho wpatrując się we mnie tymi kurewsko zielonymi tęczówkami i zszedł z podestu kierując się w stronę głównych drzwi.
Kolejne oklaski.  Stałam w osłupieniu, kiedy z moich oczu wylały się pierwsze krople łez. Ja nie znam definicji słowa „kochać”?! Ja?!
Od kiedy tylko się w nim zakochałam czułam się jak totalna, beznadziejna dziewczyna, która tylko marnuje swoje życie na kogoś, kto ma gdzieś, jak ja się czuję. Czekałam, każdej cholernej nocy i każdego cholernego dnia na to by go zobaczyć, by usłyszeć dźwięk jego głosu. Żyłam ze świadomością, że mogłabym być z nim szczęśliwa, ale on zawsze widział tylko Alexis. Teraz mi mówi przy wszystkich, że nie wiem, co to jest „miłość”?
Może i była to jakaś gra sceniczna, ale jestem pewna, że słowa wypowiedziane z jego ust były prawdziwe. On ma mnie gdzieś, więc co go interesuje, co ja czuje ta?
Udaje, że nie tęskni…
Gdyby tęsknił odezwał by się, ale tego nie zrobił.
                Usiadłam na miejsce nie słuchając już nawet słów prowadzącego. Czułam się jak zażenowana idiotka. Czym on się oburzył?! To ja powinnam wyjść z tej przeklętej sali.

W totalnej ciszy czekałam z Joe w holu aż nasz samochód podjedzie pod wejście. Zresztą o czym mielibyśmy teraz rozmawiać?
- Państwa samochód już czeka – zwrócił się do nas ochroniarz, otwierając nam drzwi.
Przed wejściem odgrodzeni od czerwonego dywanu barierkami, nadal koczowali ci bezwzględni fotoreporterzy, którzy jak hieny naskakiwali, gdy widzieli wychodzących gości z teatru.
Przy samochodzie czekał już kierowca z otwartymi drzwiami. Nawoływanie paparazzi nie robiły na mnie już żadnego wrażenia. Nie zatrzymując się, doszliśmy do auta. Weszłam do auta i zgryzłam dolną wargę zauważając wychodzącego z Alexis, Stylesa.
- Frajer. – odezwałam się, gdy kierowca zamknął drzwi.
- To było dziwne przedstawienie. – odparował zirytowany Jonas, kiedy usiadł obok mnie. Kierowca zajął swoje miejsce, ruszając.
 – Powiesz mi, co się dzieje? – zapytał. – To nie wyglądało na „zaaranżowane aktorstwo”.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy. – fuknęłam zła. – Taka jest reguła naszego kontraktu.
- Jasne, super. Zaczynam żałować, że w ogóle spytałem- warknął.
- Fajnie, nie odzywaj się.
- Nie masz prawa mi mówić co mam robić.
- Ty też nie masz prawa wtrącać się w nie swoje, kurwa mać, sprawy.
- Ostatnio byłaś taka harda* do rozmowy! Aż rzuciłaś mi się na szyję, kurwa!
- Trochę za dużo wypiłam i nawet nie wyobrażałam sobie wtedy ciebie! – krzyknęłam nabuzowana negatywnymi emocjami. Moje oczy się zaszkliły, ale nie pozwoliłam na wypłynięcie chociaż jednej łzy. Przetarłam wierzchem dłoni oczy, odwracając od niego wzrok na szybę. Zerknęłam na kierowcę, ale ten na szczęście był głuchy na naszą kłótnie. Musiał wcześniej zasunąć czarną szybę, która nas od niego dzieliła.
Całą drogę nie zmieniliśmy słowa i pierwszy raz było mi to na rękę. Nie dość, że miałam dosyć tego cholernego Stylesa, swojej matki, Alexis to w dodatku ten idiota uparł się i mnie męczy.
Kierowca zatrzymał się, ale za nim zdążył wysiąść i otworzyć mi drzwi, ja zrobiłam to pierwsza.
- Dobranoc – odparłam w kierunku kierowcy, nie zwracając uwagi na Joe, ruszyłam do domu. Ściągnęłam szpilki, ściskając je w dłoni. Ciepłe kafelki przyniosły niesamowitą ulgę moim stopom. Weszłam do domu, rzucając szpilki w holu. Włączyłam światło w sypialni i rzuciłam się na łóżko.
Wyciągnęłam telefon i zauważyłam sms-a od Harrego. Zdziwiłam się, że jeszcze nie usunęłam jego numeru.
Kliknęłam na wyświetlacz gdzie było napisane: 'Kocham Cię, tęsknie i zależy mi na Tobie. Czy ty tego nie dostrzegasz?”

***
Harda – narzucanie się.
Tak więc oto zakończyłam rozdział XD
Następny nie wiem kiedy się pojawi, ponieważ jutro jadę już do kliniki i raczej na trochę tam zostanę.
Liczę na Wasze komentarze, które po powrocie ze szpitala zmobilizują mnie do dalszego pisania :D
***
Teraz coś z mojego życia Wam opowiem :D
Przedwczoraj poznałam shakjdfhjshfgbsdfh chłopaka *o*
No więc…
Z moją siostrą- Martą, chodziłyśmy po rynku. Chodzimy i się nudzimy no i nasz znajomy zadzwonił, że jedzie nad wodę i że może nas zabrać. Oczywiście zgodziłyśmy się &.&
Przyjechał z dwoma chłopakami< no jego znajomi>
Jeden nazywał się Kamil- leń, ja nie wiem jak można w wieku dziewiętnastu lat tak marudzić. >.<
Zacytuje Wam go: „ Ja nigdzie nie idę, bo mi się nie chce…”, „Chodźmy do samochodu, bo mi zimno”, „ Nogi mnie bolą i nie chce mi się spacerować”, „ Ja chce do domu, jedziemy?” – KOLEŚ LEŃ!
No i eeee…. Dawid *o* - Z początku się nie odzywał, cichy jak mysz pod miotłą, a potem jako tako szła rozmowa. Dawał mi nawet swój telefon Hahaha xD I pozwolił mi go wrzucić do jeziora, jednakże jestem na tyle miła, że mu tego telefonu nie wrzuciłam XD, Wszystko było by git, ale JEGO UŚMIECH jsdadfjkhsdafhsdfghdf, powalił mnie na twarz XD
Niby nic, a  jednak coś Haha xD Nie wiem, co się dzieję, ale czuje się świetnie Hahaha xD
Ryje się jak idiotka, ale wale to XD
 ***
Życzę Wam abyście pozaliczali wszystkie sprawdziany kartkówki itp.
Ja jak przyjadę ze szpitala to chyba wrzucę się z balkonu, mam praktycznie w tym tygodniu same sprawdziany. Nauczyciele powariowali.
No to… pa…

Będę za Wami tęskniła <3 

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 8


*Tydzień później*

Praktycznie całą noc nie przespałam. 
Przewracałam się z boku na bok, zasypiałam, żeby po chwili obudzić się zalana łzami. Moja matka to ździra. Tak, to okropne mówić tak na swoją matkę, która dała ci życie, ale ona sama mi  je odbierała. Nienawidzę jej. Chyba odpowiadało jej uprzykrzanie mi życia, bo codziennie zapraszała do domu Alexis i Harrego. Dziwiłam się, że nawet raz nie odmówił. Kiedy tylko słyszałam tą popieprzoną aktoreczkę zamykałam się w pokoju i przez cały ten czas siedziałam zamknięta u siebie w sypialni. Paparazzi żerowało na nowych zdjęciach, a ja pragnęłam znów żyć własnym życiem.
Obudziłam się o dziewiątej, półprzytomna i ospała, ale przynajmniej już nie płakałam. Dzisiaj Joe zabiera mnie do teatru. Nigdy nie byłam w teatrze, więc ciekawe, czy mi się spodoba.
Umyłam twarz, zęby i poszłam w stronę salonu. Byłam już prawie w kuchni – skąd rozchodził się zapach kawy – gdy zadzwonił dzwonek. Moje serce zamarło. Instynktownie pomyślałam o Harrym, który był jedną z trzech osób, które portier bez pytania wpuszczał na górę.
Ale gdy otworzyłam drzwi, ujrzałam matkę, ojca i malutkie dziecko jej dłoniach. Miałam nadzieję, że udało mi się ukryć rozczarowanie, co to za dziecko?
 Przeszła obok mnie w turkusowej sukience, która sprawiała wrażenie namalowanej na jej ciele. Większość kobiet nie mogłaby sobie pozwolić na włożenie takiego stroju, ale na niej prezentował się seksownie, elegancko i odpowiednio do jej wieku. Oczywiście wyglądała tak młodo, że można było wziąć nas za koleżanki.
Rzuciła okiem na moje powyciągane spodnie od dresu z logo jakiegoś zespołu i podkoszulek, po czym powiedziała:
- Wyglądasz jak byś żebrała pod śmietnikiem. – Przewróciłam oczami i usiadłam przy stole nalewając sobie czarnego cudeńka. – Nic dziwnego, że Styles nawet na ciebie nie spojrzał. Szkoda, że Joe się z tobą męczy…
- To po co kazałaś mi się z nim spotykać, skoro tak się o niego teraz martwisz? – spytałam sarkastycznie biorąc spory łyk kofeiny. Nie dość, że nie spałam prawie całą noc to, to małe coś wydaje jakieś głośne dźwięki, rany.
 - Adoptowałaś dziecko?
- Nie, załatwiłam ci pracę. – spojrzałam się na nią jak na idiotkę.
- Co?
Podeszła do mnie, a w jej ramionach ukazała się mała buźka blond dziewczynki. Miała niebieskie oczy, kitkę na czubku głowy, delikatne rumieńce. Na moje oko miała ponad pół roku. Chwila…
Pół roku…
Pół roku…
Nie mówcie mi, że to…
- Tak, to jest Jess- córka Harrego i Alexis. Obiecałam im, że znajdę niańkę dla ich córeczki i pomyślałam o tobie. – otworzyłam z niedowierzania usta. To chyba są jakieś jaja…
 - Dlaczego mi to robisz, aż tak mnie nienawidzisz? – Położyła dziecko na moich kolanach i zarżała.
- Potem przyjdzie po nią matka Harrego. To pa! – pomachała dłonią i wraz z ojcem wyszli z budynku.
Dziewczynka przyglądała mi się bardzo uważnie. To było dziwne, bo nie zauważyłam ani jednego szczegółu po Harrym. Praktycznie nie była podobna ani do Alexis, ani też do Stylesa.
- Taaaa-taaaa? – spojrzała na mnie przekręcając słodko główkę. Zdziwiłam się, że tak małe dziecko potrafi wypowiedzieć słowa „Tata”. Czy tak małe dzieci nie powinny dopiero gaworzyć?
- Nie, nie ma taty. Jestem Stella i będę się tobą opiekować. – uśmiechnęła się i przytuliła. Od tego wszystkiego rozbolała mnie głowa, żołądek mi się przewrócił na lewą stronę, a to słodkie maleństwo sprawiało, że moje serce zaczynało się rozpływać.
Ziewnęła i przetarła malusimi rączkami niebieskie jak niebo oczy.
- Słoneczko jest głodne? – zapytałam, kiedy Jess poklepała się po brzuszku. Jak takie małe dziecko może być TAK inteligentne?!
                Położyłam małą na sofię. Szybko usiadła i oglądała, co będę robiła. Jak to co? Papu.
Szczerze? To nigdy nie zajmowałam się małym dzieckiem i nawet nie wiedziałam, co tak małe istoty jedzą. Zadzwoniłam do … Joe żeby się tego dowiedzieć. Powiedział, że przywiezie mi to jedzenie w przeciągu kilka minut. Nie tego się spodziewałam.
                Oczywiście zero spóźnienia.
- Cześć Joe, ratujesz mi życie. – Powiedziałam odbierając od niego butelkę z jakąś kaszką.
Podeszłam do Jess i ułożyłam sobie ją wygodnie na kolanach, po czym zdjęłam zawleczkę ze smoczka i przechyliłam butelkę, w celu nakarmienia małej.
- Kogo to dziecko, bo chyba nie powiesz mi, że adoptowałaś. – usiadł obok mnie spoglądając jak karmię dziecko mojej niespełnionej miłości.
- To jest Jess… córka…. – odrzekłam z nadzieją, że udało mi się ukryć zniesmaczenie.
- Jesteś pewna, że to córka Harrego? Zobacz tylko na jej…
- Zamknij się, nic nie mów… - przerwałam mu. Nie chce teraz myśleć ani o Harrym, ani o tym kogo jest to dziecko. Było minęło…
- Dobra, bo zaczynasz być groźna. – wybuchłam śmiechem, a on chwilę później.
- Jesteś niemożliwy! – dźgnęłam go palcem w brzuch.
- Gdybyś nie miała dziecka na rękach to dałbym ci nauczkę! - Uśmiechnął się do mnie. 
- Ciekawe…
- Witam… - Poczułam jak moje ciało pokrywa się gęsią skórką. O kurwa. Harry. Opuściłam drżącą ręką butelkę na podłogę.
- Harry, masz przeuroczą córkę. - Z mojej twarzy zniknął uśmiech.
- Tak wiem, dziękuję za opiekę. – Podszedł i zabrał swoje dziecko ode mnie z objęć.
- Stella byłaby dobrą matką. – stwierdził uradowany Jonas, a ja zatraciłam się  w bawieniu swoimi palcami.
- Nie wątpię, Joe. Masz cholerne szczęście, wiesz? – odwrócił się poprawiając małą na rękach. - Ja już pójdę, nie będę wam przeszkadzał. – na te słowa jak za pomocą czarodziejskiej różdżki wstałam na baczność. Wzrok Stylesa jak i Jonasa spotkały się z moją spuszczoną głową. Dlaczego za każdym razem tak na niego reaguje?
Jego czarne, idealnie dobrane jeansy opinały długie nogi, biała koszulka opinała mięśnie. To chyba sen…
- Nie zostaniesz? – odważyłam się spojrzeć w jego zielone tęczówki, ale co w nich zobaczyłam?
Niesmak, chłód, rozczarowanie.
- A mogę? – rzucił nagle, podnosząc jedną brew ku górze. 
- No… Jess zasnęła ci w objęciach, więc możesz ją tutaj położyć,  a my byśmy poszli usiąść do stołu. – znowu te oczy, znowu czuje się żałośnie, o ludzie.
- Podasz mi swoje dziecko? Mógłbym się nim chwilę zaopiekować. – zasugerował Joe. Chryste, co ty robisz?! Zmarszczyłam brwi i wyszłam z salonu kierując się prosto do kuchni.
Umyłam dłonie i stanęłam przy wysepce. Postanowiłam pokroić ciasto, które zauważyłam w lodówce. Widocznie gosposia musiała je kupić, bo raczej moja matka się do tego nie nadaje.
                Nagle spostrzegłam czyjąś obecność. Przełknęłam z ledwością ślinę, kiedy poczułam zapach Harrego w moich nozdrzach. Objął mnie w talii i dotknął ustami mojej skroni.
– Stell...
Zesztywniałam, chcąc powstrzymać niemalże niepohamowany impuls, żeby się o niego oprzeć.
– Przestań – wyszeptałam.
Wypuścił raptownie powietrze, aż zwichrzył mi włosy. Zacisnął ręce na moich biodrach i masował mnie przez chwilę palcami. Potem poczułam wibrowanie jego telefonu i puścił mnie, po czym zrobił krok do tyłu, żeby spojrzeć na wyświetlacz.
– Przepraszam – powiedział ponuro, wychodząc z kuchni, żeby odebrać telefon.
Nagle do pomieszczenia wszedł ciemnooki.
Zdobyłam się na uśmiech.
- Jak tam?
Spojrzałam w dół na ciasto, czując, jak moje serce rozpada się na kawałki.
– Coś jest nie tak, prawda? –  zapytał.
Odchrząknęłam.
– Gdzie jest Harry?
Odwróciłam się, żeby sięgnąć po nóż i zobaczyłam, że Styles stoi w progu i wpatruje się we mnie. Zamarłam.
– Ja wychodzę, zabiorę Jess do domu. – powiedział mrukliwie.
Przytaknęłam. Nie, nie odchodź.
- Szkoda, myślałem że porozmawiamy jak facet z facetem. – oznajmił zrezygnowany Kontraktowy Chłopak.
 Skinął głową i wyszedł.
Złapałam za krawędź zlewu, pochyliłam głowę i zamknęłam oczy. To Jonas był przyczyną tego, że Hazz wyszedł. To pewne.
Ale to nie moja wina, że potrzebuje kasy, jestem w bagnie i nienawidzę każdej sekundy bez niego. Już nie…
                Wybiegłam z pomieszczenia i złapałam go przy samochodzie gdzie wkładał śpiącą istotkę do fotelika. Zaskoczony przyglądał mi się uważnie.
- Coś się stało? - to pytanie z jego ust miało poważną barwę, a ja wcale nie miałam na niej poważnej odpowiedzi. Zamiast zachować się jak normalny człowiek i odpowiedzieć na pytanie to się rozpłakałam jak bachor. Stał w osłupieniu, a ja szlochałam jak głupia.
- Widziałem, że kłamiesz.- powiedział dość spokojnym tonem, ale i tak nie wiedziałam kompletnie o czym on bredzi.
- Nie.. nie odezwałeś się… przez 365 dni… - wyjąkałam.
- Stella… ja.. – Zamknął całkiem dystans między naszymi ciałami, zostawiając jedynie małą przestrzeń. Wpatrywał się we mnie z góry, co sprawiło, że straciłam poczucie mojej dominacji.
- Nie…, rozumiem. Masz dziecko i narzeczoną. To wiele tłumaczy…
- Stella, przestań! - rzucił przez zaciśnięte zęby, marszcząc czoło.  – Może teraz nie jest dane nam być razem, ale…
- Nie obiecuj czegoś, czego nie jesteś w stanie zrobić. To jest chore, że ja nadal o tobie myślę! - mój głos załamał się przy końcu, kiedy palące łzy wyrwały się z oczu. 
- Ale co ja mam z tym zrobić, kurwa?! Mam dziecko, Stella! Wcześniej myślałem, że po prostu zostawię je na pastwę Alexis, ale nie mogę, rozumiesz? Nie mogę zostawić dziecka! - wrzasnął, na co się wzdrygnęłam.

– Wiem.., nie dotykaj mnie, już nigdy. Rozumiesz? Tym dajesz mi nadzieję, tym że przychodzisz. Unikaj mnie albo... zachowuj się tak jakby to co mówisz było prawdą. – odwróciłam się i weszłam do budynku. 


***
Przepraszam, że dopiero dzisiaj dodaje, ale wczoraj cały dzień spacerowałam. Lepszej weny dostaje, kiedy spędzam tak aktywnie swój dzień. 
Podpowiem Wam, że od tego rozdziału dużo się będzie zmieniać. 
*** 
Chciałam również podziękować mojej siostrze ciotecznej- Marcie za to, że mi pomaga z tym blogiem. Gdyby nie ona zacięłabym się, a tak to myślę również nad III częścią tej historii. 
Następny rozdział postaram się napisać jutro lub ewentualnie w poniedziałek. 
Miło mi będzie jak zostawicie po sobie opinię, ona bardzo mi pomaga w pisaniu następnego rozdziału.
Miłego Słonecznego Dnia *.*
***
Zdjęcie Jess: 

środa, 21 maja 2014

Rozdział 7

Otworzyłam oczy i powitał mnie biały sufit. Kac Morderca dał o sobie znak, kiedy tylko przełknęłam ślinę. Waliło ode mnie alkoholem, fuuu…!
Mój Boże, moja głowa!
Wstałam i zaczęłam się rozglądać łapiąc za obolałą głowę.
Chwila…  To nie jest, kurwa mój pokój!
Zaczęłam wszystko, po kolei analizować i nagle oświeciło mnie.
Pocałunek! Całowałam się z Joe, bo wyobraziłam sobie, że to Hazza!
Rany Stella, serio?!
                Po ciuchu otworzyłam drzwi i zaczęłam nasłuchiwać, czy na horyzoncie nie widać właściciela tego apartamentu. Słyszałam, chyba odgłos dochodzący z kuchni. Czyli był to bardzo dobry znak, bo drzwi frontowe były niedaleko, więc dyskretnie, na palcach podreptałam do klamki i uradowana nacisnęłam ją.
- Chcesz uciec bez pożegnania? – Cholera!
Odwróciłam powoli głowę i poczułam, że jeszcze chwila, a zapadnę się pod ziemię.
„I dobrze ci tak. Było się jeszcze z nim przespać, dziwko!” – wywrzeszczała moja podświadomość, tupując ze złości bosą stopą.
- Myślałam, że… -  Zmarszczyłam nos.
- Żeee…?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nastąpiła chwila ciszy, po czym odetchnęłam głęboko.
- Że po prostu wyjdę? – odpowiedziałam, czując się jeszcze bardziej zażenowana tą zaistniałą sytuacją.
- Nie masz mi nic do powiedzenia? – zapytał, uważnie mi się przyglądając.
Zdobyłam się na uśmiech.
- Coś zrobiłam wczoraj?
 Uniósł jedną brew.
- Masz bardzo słabą pamięć po alkoholu.
„Tak, rób z siebie idiotkę.., przecież to takie inteligentne..”- odezwał się ponownie mój beznadziejny głosik w mojej psychice.
Oj, zamknij już mordę!
 - Widocznie alkohol jest nie dla mnie. – zachichotałam jak totalna wariatka.
- Też jestem tego zdania, chociaż nie przywiozłem cię tu po to, aby cię upić.
- Przepraszam… - powiedziałam. Spuściłam wzrok w bose stopy.
Patrzyłam, jak odchodzi chwiejnym krokiem i nie odwracając się w moją stronę wszedł do kuchni.
Mam iść za nim, czy wyjść? Obraziłam go?
Cholera!
Stałam jak słup, aż w końcu ruszyłam swoje cztery litery prosto do pomieszczenia, gdzie jakieś piętnaście minut temu wszedł.
Siedział przy wysepce i pijąc kawę, oglądał coś w czarnym, prostokątnym urządzeniu. Dopiero teraz przeskanowałam jego ubiór.  Czarne spodnie idealnie opinały jego talię, biała koszula i luźno poluzowany krawat. Włosy ułożone w nieładzie, czyli wszystko na swoim miejscu.
Kiedy zrobiłam krok do przodu jego ciemny wzrok zatrzymał się na mojej skruszonej twarzy. Było mi strasznie głupio, ale wolałam z siebie robić kretynkę niż się do tego przyznać.
- Uszykowałem ci śniadanie, jeśli nie chcesz jeść, pić to możesz, jeśli chcesz oczywiście, skorzystać z łazienki lub mogę odwieźć cię do domu. Wybór należy do ciebie. – powiedział oschle już na mnie nie patrząc.
Nastała chwilowa cisza. Boże, niezręcznie!
- Mo.. mogę skorzystać z łazienki? – zapytałam drżącym głosem.
- Taa… - westchnął.

***

Umyta, najedzona i ten brak Sahary w ustach… Żyć, nie umierać.
Jonas odwiózł mnie pod sam dom, ale przez całą drogę nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Musiał być zły.
Wjechał bramą na podjazd przed willą moich rodziców i otworzył mi drzwi. Byłam skołowana tą sytuacją.
- Coś się stało? – spytałam, ale nic nie odpowiedział. Złapał mnie za rękę i zaprowadził do środka budynku.
Wchodząc przez próg drzwi usłyszałam damski głos, dziecko i moją głupią, jędzowatą matkę. Chichotała, jakby ktoś jej obiecał wycieczkę na Wyspy Kanaryjskie.
Joe ścisnął mocniej moją dłoń i przeciągnął korytarzem aż w końcu znaleźliśmy się w salonie.
- ALEXIS?! – niedowierzanie w moim głosie było niemal namacalne. Wszyscy zgromadzeni wpatrywali się raz we mnie, raz na Kontraktowego Chłopaka.
Mój wzrok padł na jedną osobę, która stała na wprost mnie z małym człowieczkiem, owiniętym niebieskim kocykiem. Zamarłam.
Zielone tęczówki niemal przeszyły mnie na wylot, a jego pełne usta lekko się rozchyliły. To były usta, które rok temu pieściły moje wargi. Duże dłonie mocniej zacisnęły się dookoła noworodka. Zauważyłam malutkie rączki, wystające poza kocykiem. Tylko nie to….
- Oh, przyszłaś! Jak tam nocowanie u Joego? – spytała sarkastycznie matka, a ja nadal byłam zszokowana.
Nie potrafiłam wydać z siebie najcichszego głosu. Wzięłam głęboki oddech i pospiesznie wypuściłam powietrze.
- Co to wszystko ma znaczyć? - wróciłam wzrokiem do rodzicielki.
- Zaprosiłam twoich przyjaciół, dawno ich nie widziałaś, więc zrobiłam ci niespodziankę. Podoba się? – uśmiechnęła się fałszywie.
- Tak, bardzo…

***

Siedziałam jak na złość przed nim, przed Harrym. Ściskał śpiącego dzieciaka, od czasu do czasu, kołysząc ramionami. Widać było, że kocha tę dziewczynkę. Przełknęłam powoli gulę, która zaczęła mnie znacznie uwierać.  Widziałam ten triumf w oczach własnej matki i Alexis. To było coś nie do opisania. Czułam jak rozpadam się patrząc, jak mężczyzna moich marzeń usypia dziecko innej kobiety, jak spogląda na mnie i jaki bije od niego chłód. Choć wcale się nie odzywał, ja dostrzegłam, że kocha to maleństwo.
- Więc Stella, jesteś z Jonasem? – zapytała Żmija Alexis.
- Spotykamy się… - oznajmiłam bawiąc się kawałkiem materiału.
Zarżała jak koń.
- Więc teraz u „znajomego” zostajesz na noc? To urzekające, Stello. – złączyła ręce i oparła o blat.
- Bynajmniej się ze znajomymi nie pieprze, Alexis. – puściłam jej oczko, czując rosnącą irytacje.
- Chryste! Stella, jak ty się zachowujesz?! – wrzasnęła matka.
- Yyy… mówię prawdę? – powiedziałam oschle.
Oczywiście dostałam wykład, ale kiedy odechciało mi się uczestniczyć w tym „spotkaniu”, wstałam i chciałam jak najszybciej się ulotnić.
- Jesteś… szczęśliwa? – usłyszałam nagle ochrypły głos, Stylesa.
- A wyglądam na szczęśliwą?

***

Tak, przepraszam że tak późno, ale już się Wam tłumaczę:
·         Spotkałam się dzisiaj z siostrą cioteczną, z którą nie rozmawiałam baaaaardzo długo.
·         Ona ma problemy miłosne, więc chciałam ją pocieszyć <sweet siostra>
·         Wymyśliliśmy pewien pomysł do tego opowiadania.
·         Podoba mi się pewien chłopak i eee… nie mogę się skupić na niczym.
W razie błędów PRZEPRASZAM, a następny rozdział zapowiadam, że będzie trzy razy dłuższy. 
To chyba wszystko.
Zrobiłam nowe FanFiction:  http://heartbroken-harry-styles-fanfiction.blogspot.com/
Na które serdecznie zapraszam. Zwiastun tego blog pojawi się w przeciągu 2 dni.

Jeszcze raz przepraszam… // Saki chan

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział 6- II część

Przeczytaj notkę pod rozdziałem <3
Miłego czytania ^^
****************
 Zrobiliśmy rundkę dorożką wokół parku i kazałam pojechać mu do mieszkania moich rodziców. Kiedy dojechaliśmy do tego ogromnego budynku, Joe spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem. Szczerze to się cieszyłam, że przez resztę drogi nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Siedział wytrwale patrząc na drogę.
– Dziękuję za dzisiejszy wieczór. – powiedziałam, gdy obchodził samochód, aby otworzyć mi drzwi.- Wejdziesz?
Westchnął cicho, zakłócając przeciągającą się ciszę.
- Jeśli mogę? Chciałbym cię wysłuchać.
Skinęłam głową i z wahaniem zaczęłam kierować się do drzwi frontowych.
Zamknięte.
Szarpałam za klamkę, dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał.
Kurwa!
- Wszystko okey? -  rzucił szybko.
- A wygląda jak by było okey?! - bąknęłam z irytacją.
- Daj. – odsunął mnie na obok i zaczął pukać do drzwi. Serio? Ten dom jest tak wielki, że nawet pukania nie usłyszysz.
- Przestań to na nic. Widocznie ta idiotyczna baba zrobiła to specjalnie. – zmarszczyłam czoło.
Chłopak wyrzucił ręce w powietrze.
- Więc, gdzie będziesz teraz nocować? Masz gdzie się zatrzymać? – czy on się o mnie martwi?
- Raczej nie, więc dzisiejszy dzień będę kimała na dworze. – walnęłam pięścią o drzwi.
Ciemnooki złapał mnie szybko za rękę.
- Przestań. Może chciałabyś zostać u mnie w domu na noc? - zapytał niepewnie, na co skonsternowana uniosłam brew.
- Słucham?! Wiesz jak to by wyglądało?
- To chcesz spać na dworze?! –Zmarszczył czoło na moment, ale jego twarz zaraz złagodniała, kiedy spuściłam wzrok.
Nie chciałam spać na dworze, ale też nie chciałam spać u niego w domu. Znałam go dopiero jeden dzień. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać, chociaż podpisałam z nim ten cholerny kontrakt. Zrezygnowana spojrzałam na niego.
- Dobra, ale łapska przy sobie!

***

Tak jak się domyślałam, mieszkał w apartamentowcu. Wszystko w klasycznym wystroju,  przez co czułam się komfortowo.
- Chcesz coś do picia? – zapytał rzucając czarną marynarkę na skórzaną sofę.
Zamiast odpowiedzieć, ja oglądałam jak powoli rozpina cztery pierwsze guziki białej koszuli.
Podniosłam wzrok na Jonasa, jakbym po raz pierwszy oglądała mężczyznę w koszuli. Uśmiechnął się, a ja poczułam wylewające się rumieńce na moich policzkach.
Poruszał ustami.
- Co? - zmarszczyłam brwi.
- Pytałem, czy wszystko w porządku?
Skinęłam głową, a on podszedł do lodówki i wyciągnął kilka jakiś produktów.
- Stello? - obniżył ton swojego głosu dając mi wyraźnie do zrozumienia, żebym spuściła z surowości mojego tonu, na co przewróciłam oczami i ruszyłam do wysokiego blatu przy którym ciął chyba marchewkę. Zaczęłam kręcić się na swoim miejscu jakby nie mogąc znaleźć dla siebie wygodnej pozycji, a on po prostu kroił i przyglądał mi się.
- Co? - bąknęłam.
- Przecież nic nie powiedziałem. - uśmiechnął się i prawie, prawie zobaczyłam ten jego pełny uśmiech ukazujący całą biel jego prostych zębów. Byłam tak blisko niego, że spostrzegłam ten jego błysk w lewym oku. Pachniał drogimi perfumami. Czy on jest mną rozbawiony? Dlaczego?! Dziwny z niego człowiek. Tylko ja wyczuwam niezręczność między nami?
                Po dwudziestu minutach podał mi omleta ozdobionego marchewką. Jezu, ale debil. Spojrzałam raz jeszcze w dół na talerz. Omlet pomimo tej zidiociałej marchewce, wyglądał całkiem apetycznie. Nabrałam porcję na widelec i wsunęłam do ust, po czym odłożyłam sztućce obok talerza. Joe westchnął i usiadł obok mnie.
- Więc, o co chodzi? - odezwał się w końcu.
- Z czym? - lekko zmrużyłam oczy uważnie mu się przyglądając.
- No z Stylesem.
Przygryzłam wargę, jednak szybko ją uwolniłam. Musiałam mu odpowiedzieć, chociaż nie. Nie musiałam, ale chciałam się komuś wygadać. To strasznie mnie męczyło.
- No więc, Harry to moja pierwsza miłość. - minęła chwila zanim cokolwiek powiedział, a jego twarz na ułamki sekundy zalała się szokiem, zanim otworzył usta. Wziął głęboki oddech i znowu nie mogłam nic odczytać z jego rysów.
- Dlatego jest między wami tak.. niezręczna sytuacja?
- Niezręczna? - zapytałam zaskoczona. Przełknęłam jeszcze kilka kolejnych porcji omletu, popijając wodą, którą mi wcześniej uszykował.
- Tak, to było do przewidzenia.
Westchnęłam cicho.
- Nie widziałeś gazet?
Potrząsnął głową.
- Harry wyznawał mi miłość, chociaż tak naprawdę nie czuł nic do mnie.
- Wykorzystywał twoje uczucia?
Linia szczęki Jonasa momentalnie się napięła.
- Nie, ale tak się czułam.
- Czujesz coś do niego jeszcze? - odparł poirytowanym tonem.
- Nie wiem. Minął rok, mam mętlik w głowie. - bąknęłam.
Niepewnie zakołysałam się na swoim krześle i w poczuciu dziwnego uczucia w środku spuściłam wzrok na zimnego już omleta.
- Mam ochotę uderzyć pięścią w twarz, Stylesa. Pomimo tego, że jesteś bardzo irytującą osobą.- odezwał się nagle Joe, ale jego głos zdradzał dziwne napięcie, jakby był rozzłoszczony.
-  Co?
- Mężczyzna powinien tak nie postępować. - odparł lekko poirytowany.
- No co ty…
- Dlaczego jesteś wredna? - zapytał marszcząc brwi.
- Bo mogę.
- To strasznie denerwujące.
Przewróciłam oczami i westchnęłam zmęczona.
- Masz coś do picia?
- Chodzi ci o wodę czy..?
Czy on jest tępy? Odsunęłam od siebie talerz i wstałam z krzesła.
- No masz w domu coś eee… z alkoholu?
Nie! Co ty wyprawiasz, Stell!
- Może być whisky?
Skinęłam głową.
- Może być - odpowiedziałam nieśmiało.

***

Czułam się już lekko wcięta, ale przysięgam, że nie byłam pijana. A może jednak? Byłam w fazie zaprzeczania samej sobie, a to nie wróżyło nic dobrego, jednakże czułam się po prostu dobrze.
Może to dlatego, że wypiłam ciut za dużo i czułam się pijana. Zaraz, przecież nie byłam pijana. Uśmiechnęłam się sama do siebie i przeczesałam palcami włosy. Nie mogłam być pijana, przecież wypiłam tylko kilka szklanek tego trunku. Nic mnie nie martwiło. To tak, jakby bym uwolniła się w końcu od zmartwień  i mogła poczuć się wolna.
- Stella, może chcesz się położyć do spania? - usłyszałam głos chłopaka i zmarszczyłam brwi skonsternowana. Nie wypił nawet kropli, może chciał mnie upić, a teraz wykorzysta?! Chociaż… jest przystojny, więc czemu nie?
Rany Stella! Nie jesteś dziwką!
- Mógłbyś wyluzować.
- Nie przywiozłem cię tutaj, żeby cię upić.- był bardzo poddenerwowany. O co mu do cholery chodzi?
- Wiem, ale powiedź. Jestem sexy? – zrobiłam pozę modeliki lekko chwiejąc się na nogach. Nie jestem pijana!
- Tak bardzo, pijana jesteś. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie jestem pijana! – wydęłam usta.
- Chyba jednak jesteś, Stello.
- Oj przestań, dziadku! – Uniósł jedną brew.
- Dziadku?
Zachichotałam mało atrakcyjnie na co Joe wybuchnął gromkim śmiechem.
- Powiedź, podobam ci się, nie?
- Jesteś bardzo rozgadana i żartobliwa jak wypijesz, Madison - zaśmiał się lekko, a ja wywróciłam oczami, żeby powstrzymać samą siebie od śmiechu. Umilkł na chwilę, po czym westchnął głośno.
- Chodź do lóżka. – złapał mnie za ramię.
- Chcesz uprawiać ze mną seks? - Uśmiechnęłam się zawadiacko prostując swoje ciało.  Pan Nudziarz pociągnął łyka ze swojej butelki whisky. To wyglądało naprawdę obiecująco. Nie wiedziałam nawet dlaczego myślę o takich bzdetach, ale chyba wypiłam już dzisiaj wystarczająco dużo. Ale, nie, przecież nie byłam pijana, tylko lekko wcięta, prawda?
- Nie, żebyś mogła odpocząć. – złapał mnie za talię i bardzo powoli prowadził korytarzem. Miał bardzo unikatowy zapach. Jego szorstka broda lekko ocierała się o moje czoło. W pewnym momencie zatrzymałam się, przez co wpadł na mnie z takim impetem, że straciłam równowagę i wleciałam wprost w jego ramiona.
Zszokowana całą sytuacją nie wiedziałam co zrobić, ale nie chciałam wstawać. Ciągnęło mnie coś do tego głupka, a może to że byłam pijana. NIE!
Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Stylesa. Jego usta, oczy i dotyk. Brakowało mi go.
Spojrzałam na osobę pode mną i wyobraziłam sobie, że to on. Że to Harry.
I właśnie w jednej chwili poczułam jego usta na swoich. Jego wargi były przyssane do moich, ale póki co miałam je zamknięte, w końcu chłopak nachalnie wepchnął mi do nich język, ale nie miałam na co narzekać, bo sama po chwili odwzajemniałam pocałunek. To wszystko działo sie w tak szybkim tempie, że nim się zorientowałem, a Harry napierał swoim ciałem o moje i czułam, że jego krocze wraz z wybrzuszaniem perfidnie ociera się o mój brzuch...
- Kurwa Joe, co my robimy?! – wstałam szybko czując, że za chwilę znowu upadnę. Za dużo wypiłam….


***
No to eee… Druga część rozdziału za nami.
Sorry, że tamten był taki krótki, ale naprawdę źle się czułam.
Chciałam Was poinformować, że możecie zadawać pytania Harremu jak i Emily, a nie długo również Stelli z tego opowiadania.
Chciałabym również prosić aby każdy kto przeczytał ten rozdział zostawił po sobie jakiś ślad. Chociaż krótki komentarz, ponieważ za tydzień jadę do kliniki i nie wiem ile tam będę, chcę dodać dla Was 3 rozdziały w tym tygodniu, ale nie wiem czy będziecie chcieli tak szybko je przeczytać.
Czyli: 
Dzisiaj dodaje II część szóstego rozdziału.
Środa: siódmy rozdział.
Piątek: ósmy rozdział.
Niedziela: dziewiąty rozdział.
Pasuje Wam taki termin?
Jeszcze raz proszę Was o pozostawienie opinii, to naprawdę ważne.
Ask Emily (siostra Hazza):  http://ask.fm/EmilyStylesSL
Do następnego <3